06 kwietnia 2014

Lauren Oliver - 7 razy dziś

Są takie dni, które wspominamy latami, do których chętnie byśmy powrócili. Są takie dni, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, wymazać z pamięci, i udawać, że wcale się nie wydarzyły. Co by było, gdyby czas zamknął nas w swej pętli, i jeden dzień z naszego życia odgrywałby się cały czas na nowo? Zasypiając, masz nadzieję na nowe przygody, które zaserwuje Ci życie. A tu nic z tego, otwierasz oczy przy głośnym akompaniamencie wyjącego budzika, i stwierdzasz, iż znowu jest ten sam dzień. Ten sam, który wydarzył się wczoraj, i ten, który wydarzy się jutro, a także i za parę dni. Każda kolejna sytuacja powoli rozgrywa się w ten sam sposób, a Ty snujesz w głowie scenariusze, co mógłbyś zrobić, by losy Twoje i innych, potoczyły się inaczej. Perspektywa życia jednym dniem jest dosyć przerażająca. Na usta ciśnie się jedno pytanie: jak zachowalibyśmy się wiedząc, co stanie się za kilka minut?

Samantha Kingston wiedzie perfekcyjne życie - ma trzy najlepsze przyjaciółki, wspaniałego chłopaka, jest śliczna, popularna, niczego jej nie brakuje. Pewnego razu wybiera się wraz ze znajomymi na imprezę, która kończy się w dosyć nieoczekiwany sposób. Nazajutrz, po obudzeniu, Sam stwierdza, iż znowu jest piątek, 12 lutego. Dzień, który wydarzył się wczoraj, rozegra się na nowo. I to niejeden raz.

Lauren Oliver zapisała się w mojej pamięci jako autorka Delirium, dzieła, które wywołało wielki szum wśród czytelników, a które spodobało mi się jedynie umiarkowanie. Wiedziałam, że autorka zasłynęła w wydawniczym świecie książką 7 razy dziś, jednak długo nie mogłam przekonać się, by przeczytać tę powieść. Była mi ona obojętna, nie paliło się, by ją przeczytać. Motyw jednego dnia rozgrywającego się aż siedem razy  na nowo, zbytnio mnie nie fascynował, igraszki z czasem rzadko kiedy mnie bawią. Kiedy jednak 7 razy dziś w dość spontaniczny sposób wpadło mi w ręce (opowiadałam Ci już kiedyś Czytelniku, jak bardzo ubóstwiam kopać w koszach z przecenionymi książkami, równie bardzo, jak kiedyś będę wielbić kopanie dołów, bynajmniej nie pod kimś), postanowiłam zaprosić je do swojego domu, i spróbować się z nim zaznajomić. Debiutancka powieść Oliver dość długo czekała na swoją kolej na przeczytanie, jednak pewnego słonecznego dnia jej marzenie się spełniło, i oto wybrałam ją jako lekturę, z którą chciałam danego dnia nawiązać cieplejsze stosunki. Szczęściara z niej. Cóż, nasza znajomość rozpoczęła się dosyć dobrze, jednak już teraz mogę oznajmić, iż była to tylko jednorazowa przygoda, gdyż o tej powieści szybko zapomnę, jestem tego pewna. Historia zawarta w 7 razy dziś przypadła mi do gustu, jednak nie zapisała się głęboko w mej pamięci, wyobraźni i sercu. Było przyjemnie. Niezobowiązująco. I szybko.

7 razy dziś to historia pewnej dziewczyny, która wiedzie życie na poziomie, niczego jej nie brakuje. Jej całkiem normalne życie nagle wywraca się do góry nogami, kiedy okazuje się, że jeden dzień, dzień dla niej dosyć istotny, zaczyna kilkakrotnie się powtarzać. Samantha utknęła w pętli uplecionej przez czas, i siedem razy przeżywa ten sam dzień na nowo, za każdym razem inaczej. Nie jest to jednak najcudowniejsza przygoda jej życia, gdyż dziewczyna każdego kolejnego dnia naprawia błędy, które popełniła w przeszłości, dostaje od losu wartościowe lekcje, dzięki którym następuje w niej wielka przemiana. Metamorfoza Sam polega na tym, iż główna bohaterka przestaje patrzeć jedynie na czubek własnego nosa, dostrzega zaś problemy zgromadzonych wokół siebie ludzi, i stara się im pomóc. Z każdym kolejnym, powtarzającym się dniem, Sam zaczyna rozumieć, że w życiu wcale nie liczą się popularność i ilość róż, które dostanie się w Dniu Kupidyna od swych przyjaciół. Lauren Oliver poprzez dosyć prostą historię zwykłej nastolatki uświadamia czytelnikowi wiele wartościowych prawd, ukazuje, jak bardzo można zranić swym zachowaniem drugiego człowieka. Wydawałoby się, że 7 razy dziś to banalna opowieść o dziewczynie, która w kółko przeżywa ten sam dzień. Niewątpliwie jednak historia ta posiada głębsze dno, i pokazuje, że nie warto jest niszczyć życia drugiej osobie w celu uproszczenia swego własnego. Ludzie dokoła nas również popełniają błędy, jednak wszystko można wybaczyć. Wszystko, prócz prawdziwej zdrady.

Moje sceptyczne nastawienie do tej powieści wynikało z niewiedzy, gdyż sądziłam, że dzieło Oliver to zwykła, prosta, banalna opowieść dla typowych nastolatek, które marzą, by na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości. Cóż, mój szósty zmysł tym razem zawiódł, i na srebrnej tacy podano mi lekturę, która zarazem jest lekka i przyjemna, a także daje do myślenia i zmusza do refleksji nad własnym postępowaniem. Nie wolno zatracić się w zakłamaniu i ułudzie, gdyż przez nasze własne błędy jesteśmy w stanie zranić ludzi wokół siebie. Historie z przeszłości odciskają na nas olbrzymie piętno, i musimy się nauczyć z tym żyć. 7 razy dziś to napisana przyjemnym, prostym językiem powieść. Chociaż do pomysłu Oliver na fabułę wcześniej podchodziłam ostrożnie, przekonałam się, że autorka doskonale rozegrała na kartach powieści partię gry toczącej się pomiędzy główną bohaterką, a czasem. Czy jeśli mielibyśmy taką możliwość, naprawilibyśmy błędy z przyszłości? Jestem zdania, że każdy z nas uczy się na błędach, i że niczego, co w naszym życiu się zdarzyło, nie wolno żałować. Każde potknięcie jest dla nas cenną lekcją, której nie warto wymazywać z pamięci. Co byś zrobił, drogi Czytelniku, gdybyś miał okazję przez kilka dni pod rząd przeżywać wciąż ten sam dzień? Zrobiłbyś coś szalonego? Usiadłbyś na kanapie, i zaczął rozpaczać? A może, uciekłbyś od własnych problemów, zapadając w długi sen? Wybór należy do Ciebie. Radzę Ci jednak, zastanów się nad tym porządnie. Kto wie... Nie, nie będę Cię straszyć. 

Debiut Lauren Oliver to doskonała powieść obyczajowa, doprawiona lekką nutą fantastyki. Tą nutą jest wciąż powtarzający się dzień, piątek 12 lutego, któremu główna bohaterka musi stawić czoło. Autorka w świetny sposób połączyła ze sobą dwa światy, dwa wyraźne elementy, i sprawnie poprowadziła akcję. Bohaterowie 7 razy dziś są dość konkretnie zarysowani, jednak mogliby być trochę bardziej urozmaiceni. O głównej bohaterce tak naprawdę wiemy niewiele, wiemy jedynie z kim się przyjaźni, kto jest jej drugą połówką, a także kto należy do jej rodziny. Szkoda, że Oliver nie poszerzyła trochę wątku wszystkich czterech dziewczyn, rozbudowując po kolei ich życiorysy. Zdecydowaną ujmą 7 razy dziś są pojawiające się co jakiś czas banalne, puste dialogi. Oliver za bardzo chciała ukazać swemu czytelnikowi młodzieńczy slang, co nie wyszło jej na dobre, gdyż czasami słowa używane przez bohaterów rażą. Jestem mile zaskoczona, iż autorce udało się stworzyć powieść, której fundamentem jest życie amerykańskiej młodzieży. W swej powieści Lauren pokazała moc przyjaźni, piękno miłości i wiele wartych uwagi prawd życiowych. Co najpiękniejsze, w swej pozornie lekkiej powieści, między wierszami zawarła mądrą lekcję dla każdego z nas. Dbajmy o innych, nie patrzmy jedynie na własne interesy. Ktoś może potrzebować naszej pomocy. Pomóżmy mu. Spojrzenie drugiej osoby, pełne wdzięczności, będzie dla nas największą nagrodą.

Ocena: 8/10


„Dobry przyjaciel nie zdradzi Twojego sekretu. Najlepszy przyjaciel dopilnuje, żebyś nie zdradził swojego sekretu.”

7 komentarze:

KulturkaMaialis pisze...

"Delirium" - książka, na którą miałam wielką ochotę i nie żałuję lektury, choć trochę mnie zawiodła... Niemniej, wiem, że odpowiada mi styl autorki. A jeśli popełniła tak dobry debiut, nie ma szans - muszę go przeczytać :)

Lila Leu pisze...

Kiedyś chciałam książkę przeczytać, a potem jakoś mi umknęło. Dziękuję za przypomnienie o jej istnieniu :)

Kadzia pisze...

Moja przygoda z Oliver jak każdy mógłby się domyślać rozpoczęła się od "Delirium". Książki, która wzbudziła we mnie dużo emocji, tak samo jak "Pandemonium". Dopiero w "Requiem" trochę się zawiodłam na pisarce, jednak to własnie przez tę trylogię chcę przeczytać "7 razy dziś". Słyszałam o niej wcześniej i przeciwnie niż Tobie, mnie pomysł balansowania z czasem bardzo się spodobał i zaintrygował. Co prawda młodzieżowy slang raczej mnie odrzuca przy takich lekturach, ale póki sama nie spróbuję nie ma co oceniać.

Izabela S. pisze...

O "7 razy dziś" już kilka razy słyszałam, parę dobrych opinii obiło mi się o uszy, ale po "Delirium", które jako jedyne tej autorki przeczytałam, to mam pewne wątpliwości. "Delirium" było nawet przyjemną lekturą, ale o pomstę do nieba, moim zdaniem, wołały nijakie postaci. Cóż, niesmak pozostał, ale Oliver jeszcze nie skreślam. A może ta mi się spodoba :)

Sylwuch pisze...

Planuję sięgnąć po tę książkę już od dawna, ponieważ jej tematyka bardzo mnie intryguje. Oczywiście nie mogę również przejść obojętnie obok trylogii Delirium, która zapowiada się świetnie.

Zjadam Skarpety pisze...

Debiut pani Oliver właśnie ostatnio został przeze mnie przeczytany. To moja pierwsza książka tej autorki, ale muszę przyznać, że wywarła na mnie miłe wrażenie i przyjemnie spędziłam czas z tą lekturą. Początkowo nie byłam przekonana, jednak zagłębiając się coraz bardziej w treść, fabułę i opisywane wydarzenia czułam, że naprawdę podoba mi się. ;)

Freya Mastriani pisze...

Po trylogii delirium wzięłam się właśnie za tę książkę i szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu. Pomysł jest ciekawy, ale jakoś tak... Czegoś mi tu brakowało^^
Bądź co bądź - fajna recenzja.

Prześlij komentarz