16 kwietnia 2014

Veronica Roth - Niezgodna

Przez całe życie idziesz jednym rytmem, jednak w pewnym momencie rytm ten zostaje zaburzony. Czekają Cię wielkie zmiany, a decyzje, które podejmiesz w najbliższym czasie, odegrają się na Twojej przyszłości. Nagle wszystko się zmieni, stare przyzwyczajenia odejdą w zapomnienie, znajome twarze znikną z horyzontu, a Ty oddasz się swemu całkiem nowemu życiu. Zmiany są dobre, zmiany uszlachetniają. Zmiany często bolą, dają nauczkę. Uczą jak żyć. Trzeba być przygotowanym na ich nadejście, nie wolno się ich bać. Ze strachu nigdy nie wynika nic dobrego. Strach niszczy. Powolnym tempem rozchodzi się po naszym ciele i sieje zniszczenie. Pamiętajmy, że nie możemy się poddać. Nieważne, co czeka nas następnego dnia. Wszystkie przeszkody są do pokonania.

Na ruinach Chicago żyje społeczeństwo, które podzielone jest na pięć frakcji: Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Prawość i Serdeczność. Każdy szesnastolatek przechodzi test, według którego zostaje przypasowany do odpowiadającej mu frakcji. Jeśli nie pasujesz do żadnej, stajesz się bezfrakcyjnym, zostajesz wykluczony ze społeczeństwa. Jeśli zaś pasujesz do więcej niż dwóch, zostajesz nazwany niezgodnym - i wkrótce zostaniesz wyeliminowany. Beatrice dokonuje wyboru, który szokuje wszystkich dokoła, a przede wszystkim, ją samą. Jej decyzja poniesie za sobą wiele konsekwencji. Dziewczyna będzie musiała od nowa nauczyć się żyć. Zmieni się wszystko. Co najstraszniejsze, grozi jej niebezpieczeństwo. Bo wskaźnik przynależności nie wskazał jedynie dwóch frakcji...

Antyutopie to ostatnimi czasy niezwykle popularny gatunek literacki, który ma wielu zwolenników, ale także i przeciwników. Należę do tej pierwszej grupy, gdyż pomimo uporczywego już przesytu tym gatunkiem, wciąż zachwycam się nowymi dziełami, i szukam wśród nich prawdziwych perełek. Nie lubię zastanawiać się nad tym, jak nasz świat będzie wyglądał w przyszłości, żyję chwilą, myślę o teraźniejszości. Jednak często przyznaję, iż wizje niektórych autorów wywołują uderzenia gorąca w mym ciele, są prowoderem tysiąca myśli, refleksji na temat tego, jak to wszystko kiedyś będzie wyglądało. I chociaż żywię olbrzymią nadzieję, że nas, ludzi, nie zastąpią kiedyś bezuczuciowe roboty, to jednak przyznaję punkt technice, jeśli chodzi o dalszy rozwój naszego świata. Nie o tym jednak dzisiaj mam zamiar Ci opowiadać, drogi Czytelniku. Dzisiaj zajmiemy się czymś zupełnie innym. Dziś zajmiemy się książką, której lektura była wynikiem żelaznej zasady, którą kieruję się w mym życiu: najpierw książka, potem ekranizacja. 

Z Niezgodną długo mi było nie po drodze. O tej powieści słyszałam już dawno, tytuł ten często przewijał się przed mymi oczyma, jednak nic nie zachęcało mnie do przeczytania tego dzieła, nawet gorące porównania do trylogii Igrzysk Śmierci, które to, według mnie, okazały się zupełnie nietrafione. Niezgodna to opowieść o świecie przyszłości, świecie, w którym panują zupełnie inne zasady niż obecnie, świecie, w którym ludzie żyją życiem zupełnie nam obcym. Coś mnie odpychało od debiutu Veronici Roth, coś bardzo silnego, co odpychałoby mnie po dziś dzień, gdyby nie fakt, iż postanowiłam wybrać się do kina w celu zapoznania się z filmem o tym samym tytule. Po Niezgodnej nie oczekiwałam fajerwerków, byłam przygotowana na porażkę, zdawałam sobie sprawę, iż być może jest to kolejna powieść wydana przez wydawnictwo Amber, która w cudowny sposób w trybie natychmiastowym ułoży mnie do snu, jednak nie zapewni ani chwili rozrywki, o wartościach merytorycznych nie wspominając. Wiem, że nie wolno z mety tak bardzo negatywnie nastawiać się do danego dzieła, jednak nie umiałam inaczej, nie potrafiłam przetłumaczyć sobie, że ta książka być może przypadnie mi do gustu. Nie przypadła. Punkt dla mnie. Moje proroctwa okazały się prawdziwe, a ja po raz kolejny przekonałam się, że warto jest ufać swemu instynktowi. 

Pomysł na fabułę Roth miała wręcz doskonały. Antyutopijne historie sprzedają się obecnie niczym świeże, ciepłe jeszcze bułeczki w najlepszej piekarni. Wyczarowanie wizji świata, w którym społeczeństwo żyje według pewnych zasad, w którym panuje określona dyscyplina, w którym nagle wszystko zaczyna się burzyć, jest nie lada wyzwaniem. I w tym aspekcie autorka poradziła sobie perfekcyjnie. Jednak w dalszej realizacji i rozbudowywaniu nakreślonych konstrukcji Roth poległa z kretesem, i mówię to (piszę?) z wielkim żalem. Podczas lektury Niezgodnej miałam wrażenie, że sama Veronica nie ma pojęcia, dokąd zmierza wykreowana przez nią historia. Wszystkie bajki o pisaniu bez konkretnego celu, bez rozplanowania pomysłów, o pisaniu na spontanie tak zwanym, są urocze, i bardzo chwytają za serce. Jednak nie są one wytłumaczeniem, dlaczego też autorka pisze tak, jakby nie wiedziała, o co w jej opowieści chodzi, dokąd to wszystko ma zmierzać. Roth chciała stworzyć zupełnie nowy, inny od wszystkich świat, świat, którego wizja ma przerażać, i skłaniać do refleksji. Niestety, świat przedstawiony w Niezgodnej, nie jest opisany dość szczegółowo by móc się nim zachwycać, autorka zostawiła samemu sobie pewien szkic, którego zapomniała pokolorować. Roth skupiła się, i to niedokładnie, na roli, jaką odgrywa pięć frakcji w społeczeństwie, o całej reszcie zapomniała. I cóż, gdzieś jej to wszystko pouciekało, splątało się, niczym włosy wypadające z misternie upiętego koka. Na początku tworzy to wręcz nonszalanckie, pozytywnie, wrażenie. Po kilku chwilach jednak z perfekcyjnego splotu umyka coraz więcej elementów, tworząc chaos. Chaos to dobre słowo. Chaos wystąpił w tej powieści. I zamieszkał na dłużej w mojej głowie.

Fakt, iż Niezgodna jest debiutem pisarskim Veronici Roth, jest faktem tak oczywistym, że nie trzeba dowiadywać się o nim z internetu, czy też z innego źródła. Od pierwszej strony tej powieści czuć banalny styl, mało plastyczny, który niszczy cały urok powieści (gdyby jeszcze jakikolwiek urok istniał). Opisy są lakoniczne, dialogi niemrawe, akcja jakoś gdzieś się tam wlecze, a język, którym posługuje się autorka jest prosty jak budowa parasola. I chociaż prostota często jest dobra, prostota zachwyca, to w tym wypadku jest ona istotną przyczyną braków, które pojawiają się w książce. Warczałam cicho pod nosem, i w myślach poganiałam Roth do wzięcia się za siebie i ulepszenia swej powieści, dążenia do perfekcji. Niestety, moje jakże gorące dopingi nie przyniosły efektów, i przez cały czas spędzony na lekturze Niezgodnej zastanawiałam się, czy autorka aby na pewno ma w sobie choć trochę ambicji. Cóż, gdyby miała, nie pozwoliłaby, by jej debiutanckie dzieło nie pozostawiło po sobie dobrego smaku. Ambitna pisarka chciałaby, by jej książkę smakowano, by się nią rozkoszowano, by powoli wzbudzała zachwyt precyzją. Niezgodna pozostawia po sobie pewien niezdrowy niedosyt, który wcale nie jest wynikiem pragnienia zapoznania się z dalszymi losami bohaterów, lecz myślą, że samemu napisałoby się tę książkę parędziesiąt razy lepiej. I to wcale nie nieskromność przemawia przez czytelników - taka jest prawda. Wielu z nas potrafiłoby poprowadzić tę historię dużo zgrabniej. 

Zniosłabym wszelkie niedopracowania, beznadziejny styl autorki, zaprzepaszczenie dobrego pomysłu. Nie byłam jednak w stanie zdzierżyć głównej bohaterki, której to osoba była tak wyidealizowana, że miałam ochotę wrzeszczeć z frustracji. Beatrice, dziewczyna, która zrezygnowała z Altruizmu na rzecz Nieustraszoności. Dziewczyna, która okazała się być Niezgodną. Dziewczyna, której miałam dość po kilku chwilach, i której ciągłe przemyślenia musiałam znosić na każdej kolejnej karcie powieści, gdyż to właśnie z jej perspektywy pisana jest ta książka. Beatrice okazała się być osobą, która doskonale radzi sobie we wszystkim, jest nieustraszona, twardo stąpa po ziemi, i niemalże wszystko jej się udaje. No proszę Cię, drogi Czytelniku. Któż utożsami się z taką postacią? Kto z nas będzie chciał choć przez chwilę znaleźć się w jej skórze? Ja na pewno nie, bo perfekcyjność mnie odstrasza. Wady są piękne, bo charakteryzują każdego z nas. Nie można być ideałem. A na ideał Roth wykreowała główną bohaterkę swej powieści. Inne postacie również nie mają się czym pochwalić - są szare, nudne, słabo zarysowane. Boli mnie to niezmiernie, ale w Niezgodnej wszystko jest takie bezkształtne, nijakie. Wszystko mogło by być, a wszystkiego mogło by nie być. W książce występuje kilka rażących w oczy błędów, które są wynikiem niestarannej korekty. Amber często zalicza podobnego typu wpadki, więc cóż. Nie czuję się zaskoczona. 

Głową w pobliski mur zaczęłam tłuc dopiero w momencie, kiedy w pełnej krasie objawił się przede mną wątek romantyczny, który przewidywałam już od dłuższego czasu, który absolutnie mnie nie zaskoczył, lecz który zniesmaczył mnie niesamowicie, i sprawił, że znalazłam kolejny powód (który to już?), by jeszcze bardziej znienawidzić Niezgodną. Wątek romantyczny był gwoździem do trumny. Dlaczego to wszystko było takie banalne, dlaczego tak proste, dlaczego tak... puste? W Niezgodnej nie ma krzty uczucia, co niezwykle razi. Nie lubię tej książki, mówię wprost. Nie męczyłam się przy jej lekturze, jednak była ona moja mentalnym utrapieniem. I fakt, pod koniec coś w końcu zaczęło się dziać, lekki rumieniec wyskoczył na moje policzki, ale chwilowo nie planuję zapoznać się z kolejnymi częściami trylogii. Pozostawiam tę historię komuś innemu, komuś, komu ta opowieść sprawiła dziką frajdę, komuś, kto czerpał przyjemność z banalnej prostoty Niezgodnej. Ja jednak wymagam czegoś od książek. A Niezgodna zdecydowanie nie sprostała moim wymaganiom. Ale, jak to się mówi. Zawsze mogło być gorzej.

Ocena: 4/10


„Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą.” 

13 komentarze:

Ruczek pisze...

A mi ta książka się podobała, tak samo, jak kolejne części. Nie twierdzę, że była doskonała, ale jednak czerpałam przyjemność czytając ją. :)
A co do braku szczegółów odnośnie przedstawionego świata - bohaterowie sami nie wiedzą tak na prawdę, w jakim świecie żyją. Te pięć frakcji, na których skupiła się autorka, właśnie odgrywa tutaj dużą rolę, ale wszystko to wyjaśnia się później. ;)

Pozdrawiam i czekam na relację z filmu! Moim zdaniem, jest to jedna z lepszych ekranizacji, jakie ostatnio oglądałam. :)

Dwojra pisze...

O. To chyba pierwsza negatywna recenzja tej książki, jaką miałam okazję przeczytać. Dosłownie przed chwilą, buszując po blogach, przeczytałam dwie inne recenzje, będące wręcz psalmami pochwalnymi. Aż nakłoniłaś mnie do filozoficznej refleksji, po czym ocenia się styl autorki - według Ciebie beznadziejny, dla innych doskonały :)

Anonimowy pisze...

Wreszcie normalna recenzja tego "dzieła". Nigdy nie zrozumiem fenomenu tej powieści: irytujący bohaterzy (na czele z idealną Mary Sue), miałka fabuła, prosty język i zupełnie nierealistyczny świat. Człowiek jest przecież istotą pełną różnych, często zupełnie skrajnych, cech i zainteresowań. Jak więc miałoby być możliwe podzielenie ludzkości na 5 "frakcji"? Dobra recka, pozdrawiam. :)

Olicja pisze...

Słyszałam naprawdę wiele opinii o tej książce Nie wszystkie były pozytywne, to prawda, ale mimo wszystko miałam szczere chęci dać szansę tej książce. Nawet odpychające porównania do "Igrzysk śmierci" nie zraziły mnie tak bardzo, jak Twoja recenzja. Teraz wiem, że sprawdziły się wszystkie moje obawy i nie warto wydać na tę książkę, ani złotówki. Może kiedyś, jak nie będę miała już kompletnie nic do czytania rozważę ponownie swoją decyzję, ale na dzień dzisiejszy mówię zdecydowane NIE!

http://czytanie-i-ogladanie.blogspot.com/

Dominika Br pisze...

A ja czytałam póki co same dobre recenzje... Żeby sobie wyrobić własną opinię będę więc musiała przeczytać i to jak najszybciej...

Zapraszam na http://kulturka-maialis.blogspot.com/

Izabela S. pisze...

Słyszałam o niej masę i dobrych, i złych rzeczy. Raz objawienie i historia jedna na milion, raz kolejna, dość kiepska dystopia z powtarzającymi się schematami. Tak czy inaczej kiedyś po książkę sięgnę i obejrzę ekranizację, tak dla porównania. :)

Karriba pisze...

Ha, a mnie (znanej fance kiepskich książek) oczywiście względnie się podobało :) "Igrzyska Śmierci" też mi się zresztą podobały. Nie byłam za to zachwycona np. przygodami Gwen Frost czy pierwszą częścią cyklu "Szeptem". Nie mam pojęcia od czego to wszystko zależy...

monalisap pisze...

Ciekawa recenzja. Mnie książka wyjątkowo dosyć się spodobała, dał do myślenia wybór bohaterki. No cóż wątek romansowy wypadł średnio, ale nie oczekiwałam w tym względzie nic co mnie zaskoczy.

Anonimowy pisze...

Zauważam, że mamy prawie identyczne gusty, co do książek :D
Wszyscy dookoła, zachwycają się "Niezgodną", a ja pluję sobie w brodę, że to kupiłam. Piąty akapit tej recenzji jest identyczny z moimi myślami, dosłownie wyjęłaś mi go z głowy. I podczas czytania też myślałam, że gdyby tylko ktoś podał mi taki pomysł, napisałabym to miliard razy lepiej. Co do wątku romantycznego również się zgadzam. A pod koniec też sądzę, że było trochę ciekawiej, ale nadal jestem na nie.
Porównywanie tego z "Igrzyskami Śmierci" powinno być karalne x.x

-A

Magda Saska-Radwan pisze...

Mam zupełnie inne zdanie. Jestem świeżo po przeczytaniu i oglądnięciu "Niezgodnej" i bardzo mi się podobała. Książkę czyta się lekko, przyjemnie a główna bohaterka wcale nie jest perfekcyjna. Nie zgadzam się z większością wad, które przedstawiłaś w recenzji. Ale każdy ma prawo do swojego zdania :)

miqaisonfire pisze...

Muszę wreszcie przeczytać książkę, a potem obejrzeć film :)

Anonimowy pisze...

Mi też bardzo podobała się Niezgodna i pozostałe jej części. Są tak genialne, są moją ulubioną serią- książką.

Veroniqusia Waters pisze...

Wg mnie książka beznadziejna...

Prześlij komentarz