11 maja 2014

Trudi Canavan - Złodziejska Magia

Od najmłodszych lat wpajano Ci, że magia jest czymś złym, czymś niedozwolonym, czymś, czego trzeba unikać, co przeznaczone jest tylko dla nielicznych istot. Obawiasz się jej, i drżysz w obawie, iż ktoś mógłby poznać Twój straszliwy sekret. Widzisz coś, czego nie powinieneś widzieć, Twoje oczy dostrzegają skazy namalowane przez magię. Całe życie tkwisz w pułapce strachu, nie możesz spokojnie spać. Lecz magia wcale nie jest taka zła, jak Ci mówiono. Jest ona niezwykle przydatna, lecz jedynie wtedy, kiedy umie się nią władać. Świat stawia przed nami wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Chcielibyśmy wiedzieć wiele, jednak nikt z nas nie potrafi zachować w swym umyśle  satysfakcjonującej ilości informacji. A gdyby tak istniał przedmiot, który nie tylko pomoże zrozumieć Ci czasy, które dawno minęły, ale również pozwoli na przeczytanie myśli wroga? Sza, nikt nie może się o takiej możliwości dowiedzieć. Ale… tak, istnieje coś takiego. Coś niezwykle magicznego. I bardzo potężnego.

Tyen to młody student Akademii, którego pasją jest magia i historia. Pewnego razu, na jednej z wypraw mających na celu poszukiwanie cennych, starożytnych przedmiotów, młodzieniec znajduje starą księgę, która posiada zdolność czytania w myślach i odpowiadania na zadawane pytania. Vella, bo tak przedstawia się Tyeonowi książka, była niegdyś czarodziejką zajmującą się introligatorstwem. Potężny czarnoksiężnik zamienił ją w przedmiot, który już od setek lat służy swym posiadaczom. Tyen od razu zaczyna żywić do Velli pozytywne uczucia, ma nadzieję, że ta podzieli się z nim swą wielką wiedzą. Nie wie, jak wielkie kłopoty wynikną z jego niezwykłego odkrycia. Równolegle, w innej krainie, w rodzinie farbiarzy żyje Rielle, dziewczyna, której od najmłodszych lat wpajano, że magia jest czymś złym, czym mogą posługiwać się jedynie Kapłani. Rielle ma jednak świadomość, iż posiada magiczny talent, i że w mieście znajduje się osoba, która nauczy ją panować nad niedozwolonymi siłami.

Z twórczością Trudi Canavan łączy mnie głębokie uczucie, o którym mogłam opowiedzieć samej autorce podczas naszego spotkania w październiku ubiegłego roku. Wyznałam jej wtedy, że jej debiutancka trylogia, Trylogia Czarnego Maga, stanowi ważny element mojego dzieciństwa, zaś kolejne jej powieści towarzyszyły mi w okresie dorastania. Jej najnowsze dzieło, Złodziejska Magia, pierwsza część trylogii Prawo Milenium, owiana była nutą tajemnicy, zaś Trudi wypowiadała się o niej z wielką ekscytacją. Z niecierpliwością wyczekiwałam dnia, w którym ogłoszona zostanie data premiery książki. Kiedy w końcu godzina zero wybiła, w szalonej ekscytacji zaczęłam tańczyć na środku pokoju jeden z moich dzikich tańców radości, spotykając się jednocześnie z rozbawionymi spojrzeniami reszty domowników. Nie mogłam się doczekać, kiedy paczka zawierająca Złodziejską Magię trafi w me skromne progi, a gdy ten moment już nadszedł, wyrwałam ją prędko miłemu kurierowi z rąk, złożyłam na potwierdzeniu dostarczenia przesyłki szybki, nieczytelny podpis, i zamknęłam się na cztery spusty w mym pokoju, by wpierw napajać oczy niesamowitym widokiem, a chwilę później smakować doskonałą ucztę, którą po raz kolejny przygotowała dla mnie Canavan. Cóż. Lektura była iście wyborna. Niczego innego się nie spodziewałam.

Złodziejska Magia, jak to zwykle bywa u Trudi, jest opowieścią o magach, instytucjach magicznych, niezwykłych, szalenie interesujących światach, doprawioną mnóstwem emocji, opowieścią, która zaskakuje na każdym kroku. Najnowsza powieść Canavan to dwie historie, które przeplatają się na zmianę, tworząc zgrabną całość. Na początku poznajemy Tyena, studenta archeologii, który dokonuje niesamowitego odkrycia - podczas wykopalisk znajduje starą księgę, która kiedyś była kobietą. Vella dzieli się ze swym nowym właścicielem wiedzą, którą posiada. Chwilę później, autorka wprowadza nas w całkiem nowy świat, którym nie rządzi przemysł, jak w poprzedniej historii, lecz w którym wszyscy kierują się religią, wiarą w Anioły. Tam żyje Rielle, dziewczyna, która posiada dar magiczny, dar, który przysługuje jedynie Kapłanom. Dwójki bohaterów nie łączy absolutnie nic, Trudi jednocześnie snuje w wyobraźni czytelnika dwie odrębne historie, które zachwycają w równej mierze. Jak dobrze było powrócić do dobrze znanego świata, którym kieruje magia, świata miłego, który rozczula moją wyobraźnię, a jednocześnie obcego, bo oto na swojskim gruncie Canavan stworzyła coś całkiem nowego, coś świeżego, co każdy czytelnik znający pióro Australijki przyjmie z wielką radością. Niemalże zawsze podczas czytania dzieł Trudi, nachodzą mnie refleksje związane z jej niezwykłym kunsztem pisarskim, który wydaje mi się być już dobrze znanym, który jednak zaskakuje z każdą kolejną książką. Co tu dużo mówić, po raz kolejny jestem zachwycona, a uśmiech nie znika z mej twarzy.

Gdyby w tym momencie ktoś zadał mi pytanie, co bardziej przypadło mi do gustu - Gildia Magów czy Złodziejska Magia, zamilkłabym na dłuższą chwilę, zmagając się z bardzo poważnym problemem wyboru. Bo chociaż ta pierwsza niezwykle miło mi się kojarzy, i stanowiła moje poważne wejście w literaturę fantastyczną, to jednak najnowsza powieść Canavan jest równie mocnym, wartościowym dziełem. Gildia Magów jest historią, do której mam olbrzymi sentyment, i która jest tak naprawdę bazą pod resztę dzieł Trudi. W obecnym momencie nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł sięgnąć najpierw po najnowszą powieść pisarki, a dopiero potem zapoznać się z debiutem. Od razu Ci tego odradzam, szanowny Czytelniku, i jeśli podobne myśli chodziły Ci po głowie, z całą miłością odradzam wprowadzania ich w stan realizacji. Wracając jednak do Złodziejskiej Magii, muszę przyznać, iż jestem pod wrażeniem misternej fabuły, którą udało się utkać Canavan. Każde kolejne wydarzenie niesie za sobą konsekwencje i skutki, zaś obrazy, które malowały się w mej wyobraźni podczas lektury, były wprost zdumiewające. Autorka posługuje się plastycznym, bardzo przyjemnym językiem; zgrabnie wprowadza czytelnika w wykreowane przez siebie światy i rzetelnie przedstawia mu panujące w danych krainach zasady. Bardzo cieszy mnie fakt, iż Trudi robi coraz większe postępy w rozbudowywaniu opisów, które w jej debiutanckiej powieści były jedną z niewielu naprawdę pokaźnych wad. Styl Canavan z każdą kolejną powieścią ulepsza się, pisarka dąży do perfekcji. I bardzo dobrze, bo praca czyni mistrza.

Postacie wykreowane przez Canavan są bardzo realistyczne, jednak w pewnym stopniu przypominają tych z poprzednich jej dzieł. Być może odniosłam takie wrażenie przez fakt, iż w każdej jej powieści występują bohaterowie, którzy umieją się posługiwać magią, których rodzime krainy działają na podobnych zasadach. Nie zmienia to jednak mojej natychmiastowej sympatii, zarówno do Tyena, jak i do Rielle. Obydwoje bardzo się od siebie różnią, żyją w różnych krainach, dla niego magia jest codziennością, dla niej - zakazanym owocem. Zarówno student archeologii, jak i młoda córka farbiarza to postacie mocno zarysowane, pełne wigoru, zainteresowane otaczającym ich światem. Ogółem wszyscy bohaterowie, których Canavan stworzyła, to ludzie fascynujący, mające swoje miejsce w historii, ciekawi i barwni. Nie tylko charakterami bawi się Trudi. Autorka doskonale zna się na uczuciach i emocjach, których nie brakuje w jej powieściach. W lekki, zwinny sposób oplata bohaterów nićmi miłości, przyjaźni, nienawiści, i w każdym kolejnym rozdziale potęguje lub osłabia misterne łączenia. Canavan potrafi w kilku prostych słowach przekazać głębię uczuć, wyrazić w paru zdaniach niezwykłe emocje. Za to właśnie tak bardzo ją szanuję. Bo nie każdy potrafi tak wyraźnie nakreślić kłębiące się między postaciami iskry pięknych zachowań.

W Złodziejskiej Magii dzieje się wiele, każda strona stanowi niesamowitą przygodę, która jednocześnie jest wyborną rozrywką, jak również skłania do snucia wielu pięknych myśli.W przypadku twórczości Trudi Canavan niemalże zawsze jestem pewna, iż autorka pokaże w swych kolejnych powieściach samą klasę, dobry smak, i wyborne historie. I tym razem tak było. Złodziejska Magia długo stanowiła dla mnie piękną zagadkę, zagadkę, którą jednocześnie chciałam natychmiastowo odkryć, a zarazem rozkoszowałam się samym oczekiwaniem na dzień, w którym będę mogła ją rozwikłać. Po raz kolejny zostałam wprowadzona w magiczny świat, który stanowi szczyt mych najskrytszych marzeń, w którym chciałabym żyć, kształcić się i pokazać, że jestem czegoś warta. Dzięki Canavan podarowane zostało mi kilka chwil na to, by pogrążyć się w marzeniach, i choć częściowo je spełnić. I chociaż dziękowałam jej za to kilka miesięcy temu, nigdy nie braknie mi słów, by wyrazić wdzięczność, która tkwi głęboko we mnie. Złodziejska Magia to naprawdę cudowna opowieść, która zauroczy każdego czytelnika. Barwna, intrygująca, a co najpiękniejsze - uzależniająca. Ja jej lekturę mam już za sobą, i z tego miejsca, Czytelniku, oświadczam Ci, że zazdroszczę, iż wciąż masz przed sobą perspektywę pierwszego zapoznania się z jej treścią. Canavan podąża utartym już, ale dobrym szlakiem. I niech podąża nim już zawsze.

Ocena: 10/10


PREMIERA 13 MAJA!

4 komentarze:

oczyszczalnie ekologiczne pisze...

nie czytałam nigdy ...

Agnieszka D. pisze...

Musisz tak zachwalać? Serio? Zła, jesteś zuuuua! Chociaż i tak jestem na tę pozycję "napalona" więc to tylko kwestia czasu, kiedy ją zakupię ^^

Oxuria pisze...

Zachęciłaś mnie do przeczytania, ale najpierw zapoznam się z wcześniejszymi książkami tej autorki :)

Konrad Kaczmarczyk pisze...

Trudi Canavan 10/10, a Pratchett 3/10 ? Przeczytałem kilka lat temu pierwszy tom trylogii czarnego maga i po pierwszych 200 stronach już wiedziałem jak skończy się cała trylogia. Bardzo przewidywalna i pisana (zbyt) prostym językiem, od tamtej pory nie dotykam książek Pani Canavan - dla tych, którzy nie lubią myśleć podczas czytania, a jedynie brnąć przez kolejne strony wiedząc z wyprzedzeniem co przyniosą...

Prześlij komentarz