01 lipca 2014

Rick Yancey - Piąta Fala

Świat, w którym do tej pory żyłeś, nagle staje się pułapką, i stara się zabić w Tobie wszelkie nadzieje i marzenia. Pewnego razu życie wszystkich ludzi zamienia się w chaos. Przyjaciele stają się wrogami, najukochańsze osoby odchodzą na zawsze. Świat staje się pusty, ludzie wciąż umierają. Umiera także obietnica lepszego jutra, które prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Świat opanowali obcy, którzy obserwowali ludzką rasę od tysięcy lat. W końcu poczynili pewne kroki, by wyplenić nasz gatunek, zmieść nas z powierzchni ziemi. Strach przed ich interwencją paraliżuje, jednak trzeba nauczyć się żyć, gdy oni każą Ci umierać.

Obca cywilizacja wywołuje cztery fale kosmicznej inwazji, czego skutkiem jest wyginięcie niemalże całej ludzkości. Ci, którym udało się przeżyć, walczą o dalszy byt. Próbują oni zrozumieć, kim są obcy, którzy zaatakowali ludzką rasę, zadają sobie pytania, w jakim celu to zrobili. Nikt jednak nie zna odpowiedzi, nikt nie jest w stanie zrozumieć zaistniałej sytuacji. W momencie, kiedy rozgrywa się krwawa walka o przeżycie, myślenie odchodzi na drugi plan. Na pierwszy wysuwa się instynkt - który być może sprawi, iż uda się dotrwać do końca.

O Piątej Fali swego czasu było niesamowicie głośno. Gdziekolwiek by mój wzrok nie zawędrował, wszędzie widziałam tę całkiem nieźle skomponowaną okładkę, na którą łasiły się me spragnione estetyki oczy. Piąta Fala była wszędzie, wszyscy wykrzykiwali coraz to nowsze ochy i achy na jej temat. Dzieło Ricka Yancey'a zaistniało w internecie, prasie. W pewnym momencie z obawą otwierałam lodówkę, drżąc, iż nawet w jej czeluściach ujrzę tę prześladującą mnie powieść. Za każdym razem oddychałam z ulgą, gdyż na szczęście tam nie udało jej się dotrzeć. Jestem jednak przekonana, że było blisko. I tak właśnie, gdy wszyscy śpiewali arie pochwalne na cześć Piątej Fali, ja zakopywałam się czym głębiej pod koc, zasłaniając sobie uszy puchatymi poduszkami, byleby tylko odciąć się od najnowszego książkowego fenomenu. Udało mi się nie pójść za modą, przeczekałam ten straszliwy okres. I kiedy trzy czwarte czytelników zdążyło o tej powieści zapomnieć, ja wykonałam pewien telefon, i chwilę później trzymałam Piątą Falę w dłoniach. Postanowiłam zakosztować tej, podobno wyśmienitej, historii. Lepiej późno niż później, nieprawdaż?

Chlubię się umiejętnością zjedzenia cytryny bez jednego skrzywienia się. Jednak w przypadku Piątej Fali moja zdolność zachowania kamiennej twarzy w krytycznych sytuacjach uciekła głęboko w las, pozostawiając mnie z okropnym grymasem wypisanym na twarzy. To nie to, że dzieło Rick'a Yancey'a mi się nie spodobało. Bo czytało się miło. Bo w pewnych momentach kącik ust wędrował mi w górę. Ale ta historia okazała się być do obrzydzenia przewidywalną, i z bólem serca w mej głowie tworzyłam obrazy, które w 3/4 przypadków pojawiały się chwilę później na kartach powieści. Do gustu przypadła mi idea obcych, którzy w bardzo dyskretny sposób przygotowywali się przez długi czas do przejęcia planety we własne ręce. Pomysł tak bardzo oczywisty, schematyczny, jednak świetnie nakreślony. Chwilami powstrzymywałam się od potężnych ziewnięć. Momentami w duchu wyrzucałam autorowi, że poszczególne wydarzenia mogły rozegrać się inaczej, mniej konwencjonalnie. Piąta Fala jest powieścią porywającą, jednak niesamowicie schematyczną. Cały jej problem polega na oczywistości zdarzeń, braku różnorodności, w pewnych scenach brakuje polotu i głębi. Jest szaro, gęsta mgła przykrywa emocje, które gdzieś tam są, lecz skrupulatnie i umiejętnie się chowają. 

Narracja w Piątej Fali prowadzona jest w pierwszej osobie. Historia została podzielona na czternaście rozdziałów, z których każdy spisany jest z perspektywy jednego z czterech bohaterów. Niezwykle zadowolił mnie fakt, iż autor dokonał takiego zabiegu, gdyż jestem zwolenniczką zbierania wszelkich, najdrobniejszych informacji, a to umożliwia nam i rodzaj narracji, i podział jej pomiędzy czwórkę postaci. Postaci, które nie do końca mnie do siebie przekonały. Główna bohaterka - niezwykle irytująca dziewczyna, która na siłę próbuje być sarkastyczna. Jej kreacja w żaden sposób do mnie nie przemawiała, dziewczyna miała więcej szczęścia niż rozumu. Szara, nudna, pokrzywdzona przez los - kolejny schemat pojawiający się w powieści Yancey'a. W Cassie nie ma za grosz realności, jest sztuczna i, co tu dużo mówić, płytka. Tak bardzo nadaje się na główną bohaterkę, jak ja na konserwatora powierzchni płaskich, czyli, no cóż, wcale. Ben Parisch vel Zombie to kolejny krytyczny przypadek, który powinno się wyciąć ostrymi nożycami z kart powieści. Niegdyś największy szkolny przystojniak, teraz zdeterminowane, lecz zagubione w świecie duże dziecko. Światełkiem w tunelu okazała się być kreacja dwóch innych postaci - brata Cassie, Sammy'ego oraz Evana, tajemniczego chłopaka, który nieco pomaga głównej bohaterce w walce ze złem (jak to tandetnie brzmi, ech…). W tym ostatnim szczerze się zakochałam, i mnie samą zadziwił ten fakt, nawet pomijając moją uroczą zdolność do fascynacji dziwnymi, absolutnie nieschematycznymi postaciami. 

Mam wrażenie, że autor skrupulatnie zebrał wszystko to, co w powieściach z gatunku fantastyki się już wydarzyło, z wielką uwagą wymieszał wszystkie elementy, nieco pokolorował, i wrzucił do wora zwanego Piątą Falą. Dzieło Yancey'a przypomina nieco Intruza Stephenie Meyer. Zagłada świata, obcy w ciele ludzi. Czuć wyraźną inspirację. I nie mówię, że powielanie schematów jest złe, czasami po prostu inaczej się nie da. Jestem jednak oburzona faktem, iż książka ta zyskała tak wielki rozgłos - niezasłużenie. Nie ma w niej nic nowego, nic świeżego. Historia momentami jest mdła, do przesady przewidywalna. Ale czyta się dobrze - i nie wiem, czy to za sprawą lekkiego pióra Yancey'a, czy dlatego, iż powielane schematy tak miło się nam kojarzą i lubimy się wśród nich pławić. Byłam sceptycznie nastawiona do tej powieści, i niestety, tym razem moje przeczucia się sprawdziły. Jeśli masz, Czytelniku, ochotę na parę chwil miłej, lecz niezbyt ekscytującej lektury, Piąta Fala jest dla Ciebie. Nie zachwyca, nie sprawia, że chcesz nią rzucać o ścianę - po prostu jest. Taka… Taka nijaka, o.

Nie jestem zachwycona tą lekturą, lecz nie żałuję czasu z nią spędzonego. I chociaż główna bohaterka działała na mnie niczym płachta na byka, a ekscytacja towarzysząca mi podczas zabawy w proroka była ogromna (chyba poszukam pracy w tej branży, ktoś coś?), to jestem zadowolona, iż w końcu postanowiłam zapoznać się z tym, będącym niegdyś na językach wszystkich, dziełem. Piątą Falę mam już z głowy - i to dosłownie, gdyż jestem pewna, że za jakiś czas, większość sensownych myśli dotyczących tej powieści, uleci wraz z ciepłym wiatrem. Przykre to, ale… nie będę żałować.

Ocena: 6/10


„Ważne jest nie to, ile mamy czasu, ale to, co z nim zrobimy.”  

6 komentarze:

Kylie Raven pisze...

Hm.. Nie wiem, nie przypominam sobie szału, ale faktycznie nawet mój kuzyn piał pochwalne peany na cześć tego czegoś :) W każdym razie mnie nie ciągnie, szczególnie po Twojej recenzji.
Pozdrawiam,
Kylie

http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

Weronika Z. pisze...

Ja akurat bardzo dobrze wspominam tą książkę i na pewno sięgnę po następne części :)
Pozdrawiam Serdecznie
Weronika

monalisap pisze...

Nijaka lektura, nie- podziękuję.

Izabela S. pisze...

Swego czasu o "Piątej fali" było rzeczywiście głośno, a znajdując ją w lodówce nawet bym się nie zdziwiła. Podobnie jak ty, chciałam wziąć ją na przeczekanie i przekonać się o jej świetności, kiedy fala zachwytów przejdzie na dobre. Teraz tą schematycznością mnie nieco odstraszyłaś, ale to może dobrze, bo niekoniecznie chciałabym się teraz męczyć z czymś takim. Wśród tego typu dystopijnych książek, powielanych schematów jest od groma, z czasem trudno znaleźć coś zachwycającego z tej kategorii. :)

Anonimowy pisze...

Ja akurat słyszałam o "Piątej fali" może raz, a potem przypadkiem ją zobaczyłam i kupiłam. Pewnie gdyby było o niej głośniej, też by mnie odpychała :p
Przyznam, że przy jakichś pierwszych 100 stronach zaczynałam żałować wydanych pieniędzy, ale potem było znacznie lepiej. Oczywiście, nadal momentami było bardzo przewidująco, ale jakoś i tak ciekawie. Może dlatego, że uwielbiam sci-fi :p Zakończenie też niesamowicie mi się spodobało i od roku czekam na drugą część :)

toukie pisze...

Pomysł ciekawy, ale po twojej recenzji nie jestem zbytnio przekonana do tej książki :(

Prześlij komentarz