12 lipca 2014

Sarah Lotz - Troje

Delikatnie zapadasz się w fotel, i przymykasz oczy. Czujesz się komfortowo, dłońmi dotykasz miękkich podłokietników fotela. Wystartowaliście. Wystarczy, że wyjrzysz przez okno, i ujrzysz błękit nieba, zasnuty kłębami białych chmur. Spokój ogarnia Twe ciało, przymykasz oczy. Zapadasz w lekką drzemkę. Odpływasz. I nagle, po chwili, czujesz silne wstrząsy. Jesteś pewien, że to tylko sen, przecież przed sekundą zamknąłeś oczy. Przerażenie ogarnia Cię gwałtownie, uświadamiasz sobie, że zbliżająca się katastrofa dzieje się na jawie. Otwierasz oczy. I chwilę później przestajesz czuć cokolwiek. Umierasz.

Czarny Czwartek. W ten feralny dzień swe miejsce miały cztery katastrofy lotnicze. Cztery osoby ocalały. Zginęły setki. Pamela May przeżyła katastrofę, lecz umarła niedługo po niej. Została więc trójka szczęśliwców. Troje dzieci, niewinnych, nieświadomych. Troje, na punkcie których świat oszaleje. Nazwani zostaną cudem, znakiem od Boga. Religijni fanatycy będą mieli pełne pole do popisu. Pojawią się teorie, te przyzwoite, i te absurdalne. Jeden dzień zmieni życie wszystkich ludzi. Jeden dzień sprawi, że nic już nie będzie takie, jak do tej pory. 

O Troje było cholernie głośno, a jeśli znasz mnie choć odrobinę, drogi Czytelniku, doskonale wiesz, że stronię od wszelkich powieści, o których mówi się długo, nie ważne, czy dobrze, czy źle, po prostu, jeżeli się mówi. Mam awersję do dzieł, które zachwycają lub irytują wszystkich dookoła, nienawidzę mieszać się z masą, lubię być jednostką. Kiedy w me ręce wpadła czarna, duża koperta, z pierwszym rozdziałem Trojga w środku, zachwyciłam się pozorowaną tajemniczością przesyłki, i czym prędzej przeczytałam te kilkanaście stron. Poczułam się maksymalnie zaintrygowana, i nie mogłam doczekać się chwili, w której dane mi będzie przeczytać resztę powieści. Czekałam niecierpliwie, aż w końcu moje prośby (Boże proszę, no szybciej!) zostały wysłuchane, i książka z fantastycznym designem (czarne brzegi kartek, wow!) znalazła się na mym szklanym biurku. Czym prędzej miałam się do niej dobrać, jednak docierający zewsząd napływ opinii dotyczących tej powieści, serdecznie mi to uniemożliwił. Poczułam się zrażona, zmuszona zostałam przeczekać gorący okres omawiania dzieła Lotz przez wszystkich. Mam taką dziwną fobię, żyje się z nią dosyć ciężko. Ale cóż poradzić. Cała ja.

Kiedy wszyscy już troszeczkę ochłonęli, a ja postanowiłam wyściubić nos ze swego różowego królestwa, krzyknęłam triumfalne tak!, i porwałam tę czarną papierową masę w objęcia, by zagłębić się w lekturze. Pierwsze sto stron upłynęło mi pod znakiem ochów i achów, potem już zaczęłam kręcić swym zadartym nosem, i zrzędzić, bo halo, to nie było to, czego oczekiwałam. Troje to książka, która składa się z artykułów, relacji świadków, osób związanych z katastrofą, czy innych, postronnych ludzi, którzy w jakiś tam sposób maczali w Czarnym Czwartku swe wypielęgnowane, albo i nie, palce. Dzieło Sarah Lotz jest książką specyficzną, w której nie każdy się odnajdzie. Nie znajdziemy tu konkretnej fabuły, doskonale skonstruowanych bohaterów. Troje ma za zadanie sprawiać wrażenie prawdziwego świadectwa pewnej katastrofy, zbieraniny artykułów, wywiadów, zapisów rozmów. Sama idea niesamowicie przypadła mi do gustu, z czymś takim jeszcze nie miałam do czynienia. Pomimo pewnych niedociągnięć, zachwycałam się nad geniuszem autorki. Żałowałam jednak, że realizacja projektu nie wypadła równie niesamowicie, co sam pomysł na niego. Poszczególne rozdziały przyprawiały mnie o ból głowy, doprowadzały do zjawiska szeroko nazywanego ziewaniem. I nie, żeby nie było. Lotz umie budować napięcie. Do pewnego momentu jej to fantastycznie wychodziło. Co jakiś czas jednak uświadamiała, że nuda gdzieś tam wkraść się musi.

Najbardziej rozczarowały mnie partie finalne książki, które były aż do obrzydzenia przewidywalne. Znowu miałam szansę pobawić się w jasnowidza (ja serio lubię tę fuchę). Zakończenie absolutnie mnie rozczarowało. Zdradzać Ci go, mój Czytelniku, nie będę, bo popsułabym Ci całą przyjemność lektury, jednak Słowo Recenzenta, że czuję się zawiedziona. Oczekiwałam jakiegoś niesamowitego bum, nieobliczalnego rozwoju wydarzeń, czegoś po prostu fenomenalnego, z klasą. I co? No nic. Nie dane mi było zawyć z radości przy zakończeniu lektury. A szkoda. Jak już wcześniej wspomniałam, Troje nie jest książką dla każdego. Jest to dzieło, które przypadnie do gustu czytelnikom miłującym się w rozmyślaniu na temat co by było, gdyby; czytelnikom, którzy lubią książki pisane na faktach, którym jednak nie przeszkadza, że ten jeden jedyny raz fakty zostały zmyślone i odpowiednio pokolorowane. Nie jest to łatwa książka, trzeba dużo empatii, by wczuć się w położenie ludzi, którzy przez jeden dzień stracili niemalże wszystko. Troje to przejmująca lektura, lektura, która pozoruje rzeczywistość, a przy okazji zawiera w sobie kilka dość przerażających elementów. Autorka błysnęła, i pomiędzy kolejne, do bólu realne rozdziały, wprowadziła gamę postaci, które w ten, czy inny sposób zmagają się z życiem. Urojenia psychiczne, odrzucenie przez społeczeństwo, prowadzenie życia jedynie w internecie, fanatyczne religijne zachowania - to wszystko znajdziemy w dziele Sarah Lotz. Jak widać, nie jest to lektura służąca jedynie rozrywce, lecz lektura mająca drugie dno, która pomaga otworzyć oczy na pewne istotne sprawy.

Jestem bardzo zadowolona, że Troje wpadło w moje ręce, bo chociaż książka ta nie jest perfekcyjna, to jednak, pomimo końcowej przewidywalności i stu ziewnięć na minutę, czytało mi się ją dobrze. Dzieło Sarah Lotz jest wspaniałą lekcją życia, lekcją, która uświadamia, że w bardzo krótkim czasie możemy stracić dosłownie wszystko. Autorka w swej książce zobrazowała czytelnikowi okrutność mediów, które za wszelką cenę chcą wzbudzić tanią sensację, kosztem niewinnych istot ludzkich. Troje jest książką przejmującą, nie do końca dobrze napisaną, jednak wartościową, którą długo będę trzymała w swej pamięci. Ten, kto nie posmakował śmierci, chociażby postronnie, nie umie docenić życia.

Ocena: 7/10


„Kto naprawdę jest twoim przyjacielem, możesz się przekonać dopiero wtedy, kiedy twoje życie legnie w gruzach.”

10 komentarze:

Karriba pisze...

Ja, dziecko popkultury, po prostu uwielbiam głośne książki. Na tę też mam wielką ochotę, chociaż recenzje trochę ostudziły mój zapał. Jeszcze jakiejś naprawdę hiper-optymistycznej nie czytałam...

FunVirtualnaJa pisze...

Ja ogólnie nie czytam takich książek ale jak mi wpadnie w ręce to chętnie przeczytam :) Temat ogólnie ciekawy.. Ale już przejadłam się trochę tym tematem :)

Scarlett pisze...

Mimo wszystko podziękuję. Wolę fakty od gdybania, a sztampowa końcówka także mnie nie przekonuje.

Dwojra pisze...

Mamy tę wspólną cechę, że nie chwytamy się za to, czym zachwycają się inni. Kiedy ja widzę, że 99/100 recenzentów w jednym czasie czyta jedną książkę i jeszcze pisze recenzje w stylu "kopiuj-wklej", to nieważne, jak bardzo pochwalne byłyby owe teksty, nie chwycę takiej pozycji za nic. Tak było z Grą o tron - zaczęłam czytać, gdy jeszcze nikt się nie zachwycał, a gdy zaczęła się ta cała burze...mój zapał osłabł. O tej książce rzeczywiście czytałam już sryliard recenzji. Twoja jest najmniej pozytywna ze wszystkich. Nie powiem, jestem jej ciekawa, ale przeczekam, aż to wszystko ucichnie - przyjemność czytania będzie wówczas większa.

monalisap pisze...

Tak, o tej książce głośno i widzę, że trafiła nawet do Ciebie. Fabuła wydaje mi się intrygująca.

Marta Marple pisze...

Ja właściwie też za takie książki, za którymi mnóstwo osób szaleje, raczej się nie zabieram. Już w ogóle mam dość tego wszystkiego, kiedy to większość kocha książkę, bo film był "fajny". Tak jak w przypadku Igrzysk - Marta przeczytała pozycję chyba z42 lata lub nawet więcej po premierze. Choć książka mi się podobała, przyznam.

Ale "Troje" także mam zamiar przeczytać, ale jak zawsze ze mną jest - w swoim czasie. :)
shelf-of-books.blogspot.com

Sylwia Węgielewska pisze...

Miałam okazję zapoznać się z tą powieścią i powiem Ci, że podobała mi się. Zupełnie inna niż te, które dotąd czytywałam. A i swoje zrobiła ostra promocja tej pozycji, przez co tylko aby mocniej nabrałam na nią ochoty :)

miqaisonfire pisze...

Już od jakiegoś czasu jestem zainteresowana tą książką i na nią poluję, może wreszcie nadaży się okazja, bym ją przeczytała :)

Natalia Tw pisze...

Też tak mam, że nabieram dystansu do każdej książki, wokół której jest głośno. Zazwyczaj przeczekuję gorący okres wokół niej, aby podejść z trzeźwym umysłem do tego czy chcę przeczytać daną powieść czy nie. "Troje" czytałam już jakiś czas temu i też trochę się zawiodłam, ale mimo niedociągnięć i tak bardzo polubiłam tą powieść.

Marta Włodarczyk pisze...

Strasznie się cieszę, że udało mi się tę książkę wygrać w konkursie. Szczerze mówiąc jest to wyjątkowo sytuacja kiedy treść naprawdę mnie nie obchodzi, bo zakochałam się w tych czarnych brzegach. A, że w gruncie rzeczy pozytywnie oceniasz tę książkę mimo jakichś niedociągnięć, to tylko dodatkowy atut :)

Prześlij komentarz