01 grudnia 2014

Kiera Cass - Elita

Twej nagiej skóry dotyka chłodny, śliski materiał. Ostrożnie gładzisz palcami zdobienia, uważając, by delikatne koraliki utrzymały się na swym miejscu. Wzdychając przeciągle, przeglądasz się w lustrze. W jego odbiciu dostrzegasz piękną kobietę, która nie bała się zaryzykować swej przyszłości dla rodziny. W ciągu kilku dni wszystko nagle się zmieniło, życie biegnie nowym torem, a serce wpadło w pułapkę pewnej choroby, choroby zwanej miłością. Nikt z nas nie potrafi kontrolować swych uczuć, żyją one swym własnym życiem, a my jedynie możemy poddać się i z zadumą obserwować dokąd nas zaprowadzą. Pamiętaj jednak, że kiedyś, nie wiem kiedy, ale kiedyś na pewno, wszelkie cierpienia się skończą, a na ich miejsce pojawi się ciepły promyk nadziei, który pozwoli na odbudowanie wszystkiego. 

America jest jedyną Piątką, która pozostała w Eliminacjach. Z trzydziestu pięciu dziewczyn w pałacu pozostało jedynie sześć. I to właśnie między nimi rozegra się walka o następcę tronu, księcia Maxona. Ami do tej pory była na pewnej pozycji - Maxon adorował ją i zapewniał o swoich uczuciach. Od pewnego czasu jednak jego zachowanie ulega zmianie, jego czas zajmuje nie tylko osoba Ami. Dziewczyna nie wie co ma myśleć o  całej tej sytuacji, i powraca myślami do swej pierwszej miłości, Aspena. W międzyczasie pannie Singer uda się mocno zirytować króla - podważanie autorytetu władcy nigdy nie jest dobrym pomysłem. A co najgorsze, może prowadzić do zguby.

Siedzę właśnie przy mym szklanym biurku, lewą nogę mam założoną na prawą, i tak sobie nią kiwam. Wdycham zapach waniliowej świecy z ikei, która tak notabene już powoli dogorywa, i popijając limonkowy sok, dumam sobie nad fenomenem twórczości Kiery Cass. Z Rywalkami długo było mi nie po drodze, a kiedy już wpadły w moje ręce, z miejsca stałam się wierną miłośniczką przygód Ami i jej dwóch sympatii - Maxona i Aspena. I chociaż psioczyłam sobie trochę pod nosem, że po raz kolejny popadłam w uwielbienie serii, której głównym wątkiem jest miłość trójkątna, o której naczytałam się w wielu innych powieściach aż za dużo (no bo kurczę no, ile można?), to jednak jestem zadowolona, że przyszło mi zapoznać się z dziełami Cass, gdyż są one fenomenalnym odrywnikiem od szarej rzeczywistości. A rzeczywistość ta jest ostatnimi czasy niesamowicie bura i nieprzyjemna. Ale nie o tym teraz chciałam rozmawiać. Sporo się naczytałam, że chociaż Rywalki są rewelacyjne, to Elita już nie. Guzik prawda. Nie dałam się porwać powszechnej opinii, nie nastawiłam się sceptycznie, tylko po prostu usiadłam i przeczytałam. I jestem zadowolona. Bo chociaż Maxon zaczął działać mi na nerwy, to i tak kocham Jego Książęcą Wysokość całym mym sercem. Ale może o moich miłościach trochę później.

Gładząc kolejną piękną okładkę serii (niesamowitą, lecz najmniej efektowną ze wszystkich) stwierdzam, że ta historia ma w sobie potencjał. Bo chociaż większości czytelników wydaje się, że jest to lekka i przyjemna bajeczka o prostej dziewczynie, strażniku i księciu, prawda jest nieco inna. Seria autorstwa Kiery Cass jest ładnie odzianą w aksamit opowieścią o państwie, w którym formą rządów jest monarchia absolutna, a obywatele, podzieleni na kasty, mają z góry narzucony zawód. Ludzie z niższych sfer traktowani są jak śmieci, liczy się jedynie sława i bogactwo. Rodzina królewska decyduje o życiu i śmierci - po części jej członkowie stanowią celebrytów, chwilami jednak odgrywają rolę oprawców. Podobny motyw dotyczący reżimu w państwie i podziału w społeczeństwie znajdziemy w Niezgodnej czy Igrzyskach Śmierci. Kiedyś tam, dawno temu, byłam sceptycznie nastawiona do Selekcji. Teraz sobie pluję w brodę, że nie zapoznałam się z tym cyklem wcześniej - bo seria okazała się być lekturą idealną - odprężającą, lecz zarazem niegłupią. I nie, nie twierdzę, że powieści służące rozrywce nie mają wartości. Rzadko kiedy jednak można trafić na książkę, w której autor porusza dość trudny temat przy okazji opowiadania o świecie niemalże bajkowym, w którym potencjalnie wszystko powinno być idealne i nieskazitelne. Zło niestety wkrada się wszędzie. Zawsze niespodziewanie.

Pierwszą część Selekcji, Rywalki, śmiało okrzyknęłam swoistego rodzaju sinusoidą, gdyż historia zawarta w początkowym tomie raz mnie zachwycała, chwilę później zaś była przyczyną mego przyśpieszonego, bynajmniej nie w znaczeniu pozytywnym, oddechu. Jednak z każdą kolejną przeczytaną stroną zakochiwałam się w tej historii coraz bardziej, i chociaż nie nazwę jej w tym momencie moja najulubieńszą, gdzieś tam w hierarchii książek, które mocno zapadły mi głęboko w pamięć, plasuje się na dość wysokim miejscu. Kiera Cass posługuje się lekkim i plastycznym językiem. Elitę czytało mi się niezwykle miło, i tym razem podczas lektury nie wystąpiły moje nagłe zrywy w celu wyrzucenia egzemplarza za okno, tak jak to działo się przy zapoznawaniu się z częścią poprzednią. Autorka zgrabnie prowadzi fabułę, raczy czytelnika intrygującymi pomysłami (wystąpienie Ami podczas nagrań do Biuletynu nadało historii nieco rumieńców!) i zasypuje pięknymi emocjami, które są niesamowicie żywe i prawdziwe. W dziełach Cass nie doświadczyłam sztuczności, której boję się jak ognia. Uwielbiam tę misterną przeplatankę baśniowego świata z okrutną rzeczywistością, która wypełnia białe karty. Wspaniałe jest to, że otwierając Elitę słyszałam cichy stukot obcasów uderzających o idealnie wypolerowaną posadzkę pałacu. Moja wyobraźnia oszalała.

Jednym z najważniejszych dla mnie czynników składających się na dobrą książkę jest rewelacyjna główna bohaterka (lub jej męski odpowiednik). Niegłupia, charyzmatyczna, inteligentna, zadziorna, umiejąca postawić na swoim. Taka właśnie jest America Singer, od niedawna Trójka, dziewczyna, która do Eliminacji trafiła nie ze swojej własnej woli. Bardzo ją polubiłam za jej zdecydowane działanie, uparte dążenie do celu, a przede wszystkim za to, że pomimo tak wielu życiowych zmian, nie dała się zwariować. Jej początkowo kumpelski stosunek do księcia Maxona niesamowicie mnie zaintrygował - ich relacja była bardzo nieoczywista, i chociaż każdy podświadomie wiedział, jak to się skończy, to jednak nad tą dwójką wisiał spory znak zapytania. Miłość opierająca się na przyjaźni to najpiękniejsza miłość jaka może istnieć - dwójka ludzi niesamowicie sobie ufa, zna siebie praktycznie na wylot, jedno za drugie oddało by życie - przy czymś takim pierwiastek romantyzmu i miłości dopełnia czarę prawdziwego cudu. Wspomniałam wcześniej o irytującym trójkącie, którego schemat jest wykorzystywany niemalże w co drugiej powieści - przyzwyczaiłam się do zaistniałego w Rywalkach i Elicie obrotu spraw, i wciąż jestem Team Maxon. Aspen nadal nie budzi we mnie cieplejszych uczuć, i wątpię, by kiedykolwiek miało się to zmienić. Nie mówię jednak nie, bo los bywa zwodniczy, i a nuż kiedyś mi się odwidzi. 

Elita wypada nieznacznie gorzej w stosunku do części pierwszej cyklu. Punkt odejmuję za gwałtowną rozbieżność uczuciową panny Singer, która w Rywalkach aż tak nie rzucała się w oczy, która momentami sprawiała, że chciało mi się wyć. Maxonek ją olał, to leciała do Aspenka. Gdy Maxonkowi poprawił się humorek, Aspenek szedł w odstawkę. Wyżej wspomniałam, że trójkąt przestał mi przeszkadzać - co nie znaczy jednak, że nie pociągnął on za sobą pewnych skutków ubocznych. Poza tym jednym jakże uderzającym mankamentem, cała reszta ma się w porządku. Selekcja to świetna seria, która jest powiewem świeżości na rynku wydawniczym. Kiedy mijam w księgarniach półki, na których wdzięcznie pręży się Jedyna, trzeci tom cyklu - mam ochotę porwać ją w swoje objęcia i czym prędzej biec do kasy. Co też niedługo uczynię. Stay tuned.

Ocena: 7/10


„Miłość była rodzajem cudownego strachu.


~*~
Kochani, chciałam Was bardzo serdecznie przeprosić za moją przedłużającą się nieobecność na BS oraz innych sieciowych zakątkach - w tym momencie w moim życiu trochę się dzieje, i właśnie na tym obecnie się skupiam. Staram się jednak nie zwariować, także keep calm, wszystko jest dobrze :).
Przesyłam gorące całusy,
CR

4 komentarze:

Kasia Pinkowicz pisze...

Czekam, aż koleżanka uzyczy mi całej serii :-)

Zjadam Skarpety pisze...

Seria jest dobra, jednak jak dla mnie nic poza tym. Chyba Elita była dla mnie najsłabsza, jak mam się teraz zastanowić nad tym.

Katarzyna K pisze...

Dopiero zaczynam swoją przygodę z książkami Wydawnictwa Jaguar, na razie zaczęłam od "Tak blisko", a potem seria "Coś do stracenia". Na "Rywalki" przyjdzie jeszcze czas ;)

N. pisze...

Mam w planach przeczytanie całej serii. Niestety mam teraz dużo zaległych książek, więc po te sięgne dopiero za jakiś czas :)

Prześlij komentarz