27 sierpnia 2015

Kiera Cass - Jedyna


Jeśli na czymś nam zależy, warto jest o to walczyć do samego końca. Nie wolno odpuszczać, kiedy swój cel ma się tuż przed nosem. Kiedy czegoś pragniemy, pragniemy z całych sił, silimy się na bezwzględność wobec innych, tych, którzy pragną tego, co my - liczy się tylko i wyłącznie nasze dobro. I chociaż przychodzi nam to czasami z trudem, warto jest zrobić coś dla samego siebie, coś, co może odmienić nasz los. Kiedy od naszego pragnienia zależy całe nasze życie, warto jest postawić wszystko na jedną kartę, i chwilami grać nieczysto. Co z wyrzutami sumienia? To już indywidualny problem każdego z nas. Najtrudniejsza jest walka z samym sobą. Bo w tej potyczce nikt nie wygrywa. Nie ma także przegranych.
Eliminacje dobiegają końca. W grze pozostały cztery dziewczęta - w tym America Singer, do niedawna Piątka, obecnie Trójka, która wśród pałacowych ścian zdążyła już wiele namieszać. Znienawidzona przez króla, uwielbiona przez prostych ludzi, jako jedyna ma odwagę głośno mówić co myśli. Królestwu Illei zagrażają rebelianci, a tocząca się zaciekła walka o miejsce przy boku młodego księcia coraz bardziej się komplikuje. 

Chociaż w dzieciństwie preferowałam budowanie fortec z piasku i umieszczanie wśród nich figurek dinozaurów, a każdą otrzymaną lalkę posyłałam w daleki i ciemny kąt, to jednak zawsze lubiłam opowieści o pięknych księżniczkach, olbrzymich zamkach i odważnych książętach. Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które od zawsze śniły o przystojnym facecie na białym rumaku (romantyzm gra mi w duszy, ale błagam, zachowajmy resztki zdrowego rozsądku), lecz historie z oszałamiającymi balami w tle zawsze wywoływały uśmiech na mej twarzy. Dlatego też do tej pory nie mogę pojąć, dlaczego w ubiegłym roku tak niezwykle skrupulatnie broniłam się przed Rywalkami, które, jak się później okazało, podbiły moje serce. Historia Ami, dziewczyny z ludu, która nagle, wbrew sobie, znalazła się w pałacu, urzekła mnie i rozbudziła moją zachłanność. Z każdą kolejną przeczytaną stroną pragnęłam więcej i więcej. Fakt, że Elita, druga część serii, była odrobinę gorsza niż jej poprzedniczka, nie zniechęcił mnie, lecz wręcz przeciwnie, wzniecił ciekawość i burzę zastanowień, jaki będzie tom trzeci, i jak wtedy sądziłam, ostatni. Czy autorka popłynie na dno, sięgając śliskich wodorostów, rujnując świetnie zapowiadający się cykl, czy też zaskoczy czytelnika, i stworzy coś jeszcze lepszego niż część pierwsza. Pomimo swego wrodzonego pesymizmu, na Jedyną patrzyłam optymistycznie. I, no cóż. Sprawdziło się.

Było ich trzydzieści pięć. Trzydzieści pięć zniewalająco pięknych, uroczych, inteligentnych dziewcząt, a każda z nich pragnęła posiąść na własność księcia. I obiecaną mu koronę. Teraz zostały cztery, wśród nich America, która nie tylko darzy księcia głębokim uczuciem, ale i pragnie sprawiedliwości w swoim państwie. Nie chce sławy, uwielbienia, uciążliwego nakrycia głowy. Chce, by zlikwidowano podział klasowy, by każdy człowiek był równy drugiemu. Jej serce jest wielkie, jednak by osiągnąć to, czego pragnie, będzie musiała posłużyć się egoizmem, którego na co dzień się wystrzega, który nie leży w jej naturze, i nie przejmować się pozostałymi kandydatkami - na tym przecież polega rywalizacja. Aby sięgnąć po marzenia, trzeba skupić się przede wszystkim na samym sobie. America jest dobrym człowiekiem, kobietą, której lud potrzebuje na przyszłą królową. Kobietą, której potrzebuje Maxon. Na drodze do szczęścia panny Singer stoi jednak pewna osoba - obecny król.

Jedyna zachwyca jeszcze bardziej niż jej poprzedniczki. Być może to moja słabość do bajkowych historii, albo czysta fascynacja uroczym cyklem, jednakże nie rozumiem wszelkich głosów sprzeciwu wobec tej serii wydawanych przez wielu czytelników. Trzecia z kolei powieść Kiery Cass ma nie tylko niesamowitą okładkę, od której nie mogłam oderwać oczu, lecz przede wszystkim piękne wnętrze, wieńczące losy Ameriki i Maxona. Chociaż zakończenie było dość oczywiste, to jednak poprzedzające je wydarzenia obfite w zawiłości losu zaskakują i trzymają w sidłach niepewności. Jedyna nie jest mdłą i przesłodzoną opowieścią o wielkiej miłości, ale historią dziewczyny wrażliwej na cudzą krzywdę, która z drobną pomocą radzi sobie z niemiłymi niespodziankami darowanymi przez życie. Dziewczyny, do której w pewnym momencie uśmiechnęło się szczęście. Powieść jest pełna emocji, autorka skupia się na detalach, a stworzone przez nią relacje międzyludzkie są realne i zróżnicowane. Cass w swojej książce pokazuje, że jeśli dwóm osobom naprawdę na sobie zależy, to ich relacja przetrwa wszystko, nawet długo skrywane tajemnice. Po prostu - autorka przywraca czytelnikowi wiarę w ludzi.

Mogłoby się wydawać, że kandydatka na przyszłą królową musi być osobą perfekcyjną, ułożoną i nadzwyczaj sympatyczną. Cóż, America taka nie jest. Panna Singer szczyci się intelektem, wrażliwością, lecz także niewyparzoną buzią i słabością do łamania zasad. I cóż mogę rzec - za tę jej zadziorność tak bardzo ją cenię. Postać głównej bohaterki jest zdecydowanie dobrze nakreślona, jej osobliwy charakter zapada w pamięć, a działania zaskakują i wywołują (przynajmniej we mnie) wielką dumę i podziw - trzeba nie lada odwagi, by sprzeciwić się samemu królowi, który przecież trzyma nasze życie w garści. America pragnie osiągnąć zamierzony cel, jednak nie idzie po trupach do celu - analizuje każdą sytuację i pragnie postępować tak, by inni ucierpieli jak najmniej. A najlepiej wcale. Jej przygoda z rywalizacją o względy księcia rozpoczęła się od chęci zarabiania na Eliminacjach pieniędzy, które miały pomóc rodzinie dziewczyny w utrzymaniu. Singer jednak nie przypuszczała, że zwykły plan pomocy najbliższym przerodzi się w walkę o prawdziwą miłość. I chociaż America już kiedyś kochała, dopiero w pałacu zaznaje czym naprawdę jest to uczucie. Dowiaduje się, że miłość nie jest tylko wiązką silnych emocji opakowanych w wytłaczany serduszkami papier. Miłość to przekładanie cudzego dobra nad swoje własne. 

W Jedynej bohaterowie dorastają - America dąży do obranego celu, Maxon prócz szwendających się po jego włościach dziewcząt, ma w głowie również sytuację swego kraju, z którą planuje coś zrobić (chcieć to móc!), a Aspen… Aspen w końcu przestaje być irytującą postacią. Nadal odgrywa w powieści ważną rolę, jednak moja irytacja nie skupia się już na nim. Na czym zatem się skupia? Po dłuższym zastanowieniu odpowiedzieć muszę, że na niczym. Jedyną czytałam z zapartym tchem, oczyma przebiegając po kolejnych słowach, i z trwogą zauważając, że wsiąkam w tę historię niczym woda w gąbkę (ach, te moje porównania). Teraz, kiedy jestem już po lekturze trzeciej części, mając świadomość, że czwarta opowiada już o czymś zgoła innym, narzekam na mocnego kaca książkowego, na którego lekarstwa nie znam. W tym wypadku aspiryna i woda spod ogórków nie pomogą. A szkoda.

America Singer przebyła długą drogę od momentu dostania się do Elity, aż po zakończenie rywalizacji. Zmieniła pewne priorytety, dojrzała do niektórych decyzji, nauczyła się zaspokajać nie tylko potrzeby innych, ale i własne. Zastanawiacie się pewnie, czy to ona, finalnie, została wybrana przez Maxona na królewską żonę. Tego Wam nie zdradzę - szepnę jedynie, że Jedyna to zapis wielu naprawdę intrygujących wątków. Baśniowy świat połączony z brutalną rzeczywistością, nieustająca walka głównej bohaterki z niesprawiedliwym podziałem społeczeństwa na kasty, i uroczy młody książę, do którego wzdycham i ja - finał serii jest doprawdy znamienity.

Ocena: 9/10


- (...) kiedy jesteś na dnie, możesz tylko obwiniać tych, którzy są na szczycie.

8 komentarze:

Dominika Br pisze...

Muszę koniecznie sięgnąć po tę serię, choć niestety próbowałam czytać pierwszy tom i nie za dobrze mi to szło. Nie mogłam się wciągnąć, ale z recenzji wynika, że warto przemęczyć początek, bo potem jest o wiele ciekawiej... Mam nadzieję, że drugie podejście mi się uda ;)

Zapraszam do mnie na www.maialis.pl

Mateusz pisze...

Bardzo ładnie napisane!

Pozdrawiam ciepło,
REVIEW

Charlotte Andell pisze...

Dla mnie ten tom jest zdecydowanie najlepszy z całej trylogii :) Elita podobała mi się najmniej. A kolejny tom z serii czyli "Następczyni" to według mnie czysta porażka. Cóż- może Tobie przypadnie do gustu :)
Okładki są przepiękne- też mogę patrzeć na nie godzinami <3
Pozdrawiam serdecznie :*
http://my-life-in-bookland.blogspot.com/

Ola Hadała pisze...

Droga, Caroline... Jestem ciekawa, co sądzisz o Kriss, drugiej ulubienicy księcia Maxon'a?
PS Twój wpis jak zwykle pobudził we mnie apetyt książkoholiczki, a jednocześnie zazdrość, iż w tak piękny sposób potrawisz dobierać słowa, które perfekcyjnie opisują czytelnicze odczucia. Brawo! 😃
PS Co prawda "Jedynej" jeszcze nie przeczytałam, gdyż postanowiłam posmakować trochę "Księcia i Gwardzisty", ale i tak z chęcią przeczytałam twój post 😉 A po książkę owiniętą białą suknią 😃 sięgnę w przyszłym tygodniu!

Caroline Ratliff pisze...

Olu,
dziękuję za miłe słowa, wielki buziak dla Ciebie!

Co do Kriss - nie czuję sympatii do tej dziewczyny, jak dla mnie jest zbyt pospolita, przeciętna, nudna. Po prostu, typowa księżniczka. Nie mam pojęcia, co Maxon w niej widział :).

Buba pisze...

No i kolejna seria, która wierci mi dziurę w żołądku, bo jeszcze nie była przeze mnie przeczytana! Trzecia część najlepsza? Druga trochę upadła? Miałam tak z Igrzyskami Śmierci, ale to świetnie, że ostatni (no, tak myślałam jeszcze do niedawna) pięknie podbija poziom, bo zawsze daje to 2xwiększą przyjemność z czytania. Może na swoich szalonych wrześniowych wakacjach w końcu wezmę do ręki Rywalki?

Ola Hadała pisze...

Dokładnie to samo o niej myślę! Niczym się się nie wyróżnia, podlizuje się królowi... Nie takiej królowej oczekuje Illea (czy jak to się pisze :D) Jeszcze nie wiem jakie emocje wzbudzi we mnie w "Jedynej", ale jestem przekonana, że raczej nie te "pozytywne" :D
Pozdrawiam <3

Lily pisze...

Pięknie napisane. Tylko mimo wszystko końcówka złamała mi serce. Lubiłam Celeste i to bardzo! Nie mówiąc o królowej...
Kocham ten cykl i należę do nielicznego grona osób, którym Następczyni też się spodobała mimo innej historii :D Może po prostu nie spodziewałam się po niej tego co inni ;)

Prześlij komentarz