18 października 2015

Julie Kagawa - Buntownik

Jeśli wydaje Ci się, że jesteś w stanie poznać drugą osobę naprawdę dobrze, mylisz się niezmiernie. Każdy z nas chowa przed światem tajemnice, te drobne, i te ogromne, będące świadkiem i konsekwencją przeszłości. Ukrywamy strumyki łez, promienie uśmiechów i cienie słów, które zapamiętane zostały na zawsze. Nigdy nie poznamy drugiej osoby tak, jak zna ona samą siebie. Lubimy bawić się z ludźmi w chowanego, stwarzamy pozory, odgrywamy sceny. Cenimy sobie szczerość, ale nici kłamstw wplątują się między kolejne, szybko uciekające chwile. Poznać człowieka, odkryć, jakim jest naprawdę, co tuszuje wewnątrz siebie - to jedna z tych rzeczy, której wbrew wszystkiemu, dokonać się nie da. Jeden z tych elementów istnienia, który na zawsze pozostanie nienaruszony.

Ember Hill szkolona była przez Talon, olbrzymią organizację, do której należą (albo też: powinny należeć) wszystkie smoki stąpające po ziemi. Pokładano w niej wielkie nadzieje, miała być ważną marionetką w szponach najstarszych smoków. Dziewczyna, a raczej smoczyca w ludzkim ciele, postanowiła się jednak zbuntować, i dołączyć do Rileya, zbiegłego smoka, by wraz z nim nakłaniać kolejne pisklaki do opuszczenia Talonu, który przed swymi członkami ukrywa wiele mrocznych prawd. Lecz zanim rozpocznie działalność, Ember musi odbić z rąk Zakonu Świętego Jerzego, kolejnej organizacji, tym razem nieprzychylnej smokom, Garreta - żołnierza Zakonu - dzięki któremu uniknęła śmierci. 

Smoki zawsze wywoływały u mnie uczucie fascynacji. Rozmarzenie pojawiało się w mych oczach, kiedy tylko imaginowałam sobie te potężne stworzenia, z ciałami okalanymi twardymi łuskami, z błoniastymi skrzydłami, poruszające się dostojnie, i z gracją. Te fantastyczne kreatury, w których istnienie zawsze chciałam wierzyć bardziej, niż w istnienie jednorożców czy pegazów - chociaż te wielbię zapamiętale - jawiły się w mym życiu już od najmłodszych lat. Kiedy tylko przewijał się temat smoków - czy to u Rowling, Tolkiena, czy Funke - nadstawiałam uszu, oczy otwierałam szerzej. Dlatego też, nie ukrywam, że od serii Julie Kagawy, traktującej o tych mitycznych stworach, wymagałam wiele. Zważając zwłaszcza na fakt, że do tej pory twórczość amerykańskiej autorki zachwycała mnie dogłębnie. Jej Żelazny król sprawił, że moje serce oszalało. Chciałam doświadczyć tego uczucia ponownie. Moja żądza dobrej lektury była równie płomienna, co i temperament większości smoków.

Lektura pierwszej części smoczej serii, Talonu, nie do końca mnie usatysfakcjonowała. Chociaż smoki były tematem przewodnim całej powieści, odebrano im pewnego rodzaju grację i dumę. Idea przeobrażania się smoka w człowieka być może nie jest nietrafiona, jednak autorka zdecydowanie zbyt dużo pozwoliła sobie zdziałać na tym polu, czego efektem jest fakt, że cała powieść opowiada o dziewczynie, która potrafi zmieniać się w smoka, jakby był to jakiś dar od losu lub po prostu nadzwyczajna umiejętność. A przecież jest inaczej, zupełnie na odwrót. Rozumiem, że tego typu zabieg był Kagawie potrzebny, by w pełni zrealizować zaplanowaną wcześniej przez siebie fabułę, jednak uważam, iż mogła ona pokierować tym pomysłem inaczej. Podczas lektury, zarówno Talonu, jak i Buntownika, odnosiłam wrażenie, iż główna bohaterka cierpi na rozdwojenie jaźni - Ember w postaci ludzkiej pragnęła od życia czegoś zupełnie innego, niż tkwiąca w niej Ember smoczyca. No właśnie - czyli co, istnieją dwie istoty noszące to samo imię? W obronie autorki, dość nieudolnej, tłumaczyłam sobie to tak, że ta kapryśna smoczyca, tkwiąca w ludzkiej powłoce, to zwykły instynkt. Zwierzęcy instynkt. Jak jest naprawdę - mogę się tylko domyślać. 

Buntownik jest typową, lekką, nieskomplikowaną opowieścią ocierającą się o ścianę fantastyki, która przypadnie do gustu nastoletnim czytelnikom. Autorka posługuje się nieskomplikowanym, czasami banalnym językiem. Czyta się szybko - a o to chodzi większości młodym, nieprawdaż? Smocza seria Julie Kagawy miała być prawdziwym powiewem świeżości na rynku wydawniczym - jednak, w mojej opinii, nie do końca się to udało. Podczas lektury, zarówno Talonu, jak i Buntownika, brakowało mi pewnego rodzaju magii. I chociaż autorka nie próżnuje, momentami zaskakuje czytelnika, sprawia, że oddech zostaje wstrzymany, to jednak uważam, że stać ją na o wiele więcej. Nie chcę tutaj porównywać smoczej serii do perfekcyjnego Żelaznego Dworu, który absolutnie zawojował me serce i wyobraźnię, bo oba cykle traktują o czymś zupełnie innym. Mając jednak pewien obraz twórczości Kagawy w pamięci, ubolewam, iż nie wykorzystała ona przy pisaniu Talonu i Buntownika w pełni swych pisarskich możliwości. Momentami akcja biegnie zbyt szybko. Dialogi kuleją, są infantylne i surrealne. Nie twierdzę, że opowieść o Ember Hill to zła, nudna lektura. Twierdzę, iż jest zbyt płytka, a niemalże jedyną jej zaletą jest to, że można nazwać ją miłą lekturą. A jak wszyscy doskonale wiemy, miły, to takie bezosobowe słowo. Słowo neutralne na każdym gruncie. Nic nieznaczące.

Z radością rzec mogę, iż w drugiej połowie Buntownika akcja dynamizuje się, dzieje się naprawdę wiele, co zaliczam zdecydowanie na plus. Talon czytałam spokojnie, czasami z obojętną miną wypisaną na twarzy. Przy lekturze Buntownika, zwłaszcza w finalnym momencie, na mych ustach wymalował się uśmiech, dosyć szeroki. Drugi tom cyklu znajduje się na wyższym szczeblu niż część pierwsza. Widoczny progres satysfakcjonuje czytelnika. Wszechogarniającą radość, dotykającą i ciało i duszę, psuje jednak główna bohaterka, która jest stworzeniem irytującym, nieodpowiedzialnym, i lekkomyślnym. Kagawa pokazała, że umie stworzyć dobre, plastyczne, dające się lubić postaci - wyjątkiem potwierdzającym regułę jest Ember, która jest do tego stopnia niepoważna, że gryzę się wewnętrznie, rozmyślając, co też - prócz płomiennorudych włosów - zobaczyło w niej dwóch osobników płci męskiej. W tym momencie wkraczamy na grząski grunt, bo wspomnieć zamierzam krótko o wątku romantycznym, tak banalnym do bólu, który przybrał klasyczną formę trójkąta. Czyli - ona jedna, a ich dwóch. Jakież to przewidywalne. Garret i Riley to sympatyczne chłopaki - były żołnierz Zakonu Świętego Jerzego oraz smok i zbieg w jednym, pomagający pisklakom w ucieczce z Talonu. Postacie ciekawe, charyzmatyczne, z ciekawą przeszłością. Dwa fantastyczne ogniwa wywołującego ciarki wstydu trójkąta. Standard. 

Spodobał mi się sposób narracji, który Kagawa narzuciła w swej powieści. Lubię dużo wiedzieć, dlatego też pomysł, by każdy kolejny rozdział ukazywany był z perspektywy innego bohatera, nie zaś jednego, wciąż tego samego, bardzo przypadł mi do gustu. Dzięki temu czytelnik ma szersze pole widzenia, może poznać daną sytuację z różnych stron. Poznać uczucia. Myśli. A to jest cenna wiedza. Pomimo tak wielu wad, nie uznaję Buntownika za złą lekturę. Mogę nazwać tę opowieść niedopracowaną, nie do końca przemyślaną. Ale nie złą. Być może nie jest to jedna z tych powieści, która zagości w mej pamięci na długie lata, jednakże spędziłam kilka miłych chwil na jej lekturze, podczas których dane uciec mi było od trosk dnia codziennego. Jeśli macie ochotę na niezobowiązującą lekturę, nieobciążającą myśli lub jeśli kochacie opancerzone twardymi, lśniącymi łuskami, od łba po koniuszek ogona stworzenia, co najmniej w połowie jak ja - sięgnijcie po smoczą serię autorstwa Julie Kagawy. Tylko bądźcie cierpliwi, proszę. Bo Ember w ludzkiej postaci i jej ukryta smoczyca działa na nerwy niemalże równie mocno, co i greyowska Ana i słynna wewnętrzna bogini!

Ocena: 6/10

1 komentarze:

cyrysia pisze...

Czytałam o tej serii, lecz osobiście nie jestem nią zainteresowana. Zresztą widzę po Twojej recenzji, iż zachwytów nie ma, zatem tym bardziej pasuje.

Prześlij komentarz