23 kwietnia 2017

Film w sensie ścisłym - „Film o Pilchu”

Jerzy Pilch to wciąż tylko osoba, czy już pewna marka? - podobne pytanie padło na wtorkowej premierze Filmu o Pilchu, która odbyła się w krakowskim Kinie pod Baranami. Jest to pytanie kluczowe, i właśnie od niego należy rozpocząć rozważania nad istotą obrazu wyreżyserowanego przez Adama Lewandowskiego. Skąd ten nagły szum wokół pisarza, który już dawno zaistniał jako jedna z najważniejszych osób reprezentujących półkę z polską literaturą? Jego pozycja na rynku wydawniczym jest ustabilizowana, wydawałoby się, iż wszelkie działania czysto promocyjne, w które obfitowały poprzednie miesiące, są zbędne. Pytanie, czy kolejne wydawnictwa faktycznie służyć miały promocji, czy były jedynie kolejną, naturalną falą wtopioną w ogół twórczości pisarza, częścią składową całego procesu około- i autorskiego.
W najgorszym wypadku miały przypomnieć o istnieniu tejże jednostki, aczkolwiek opcja jest to dość wątpliwa, o Pilchu przecież nie sposób zapomnieć. Możliwości mamy wiele, nie dotrzemy do jedynej słusznej prawdy, każdy sobie tłumaczyć będzie inaczej (albo po prostu takowej nie ma, i cały ten układ jest wypadkową wspomnianych opcji). Po co nam biografia, wywiad-rzeka, na cóż powstał dokument? - kolejne pytanie rzucone w eter, skazujące na chwilę zastanowienia. W lutym ubiegłego roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się wywiad-rzeka Zawsze nie ma nigdy, który z Jerzym przeprowadziła Ewelina Pietrowiak. W październiku w Znaku Katarzyna Kubisiowska wydała pierwszą biografię Pilcha, która stała się wielkim literackim wydarzeniem (szkoda, że jedynie w aspekcie medialnym). Teraz nastała kolej Filmu o Pilchu, pięćdziesięciominutowego dokumentu przybliżającego sylwetkę autora. Wszystkie projekty były inicjatywą pozaautorską (pięćdziesiąt na pięćdziesiąt w przypadku Zawsze nie ma nigdy), wychodziły z zewnątrz, doczekując się aprobaty (mniejszej lub większej) głównego zainteresowanego. W międzyczasie sam Pilch w maju poprzedniego roku po raz pierwszy od dłuższego czasu spotkał się z czytelnikami podczas Warszawskich Targów Książki, w lutym zaś pod szyldem WL-ki wydał Portret młodej Wenecjanki. Podsumowując: sporo Pilcha przez tych czternaście miesięcy się nazbierało.

Przez dłuższą chwilę walczyłam z niepokojem, gdyż wtorkowe wydarzenie zasiało we mnie wątpliwość, na ile moja fascynacja pilchową twórczością, która zrodziła się właśnie rok temu, była moją własną decyzją, na ile zaś padłam ofiarą skrupulatnie obmyślonego planu, literackiej pułapki, w którą, bezbronna, zabrnęłam. Rok temu, w kwietniu, między zajęciami chadzałam do rynkowego Matrasa, i podczytywałam, zaintrygowana, Zawsze nie ma nigdy. W tym samym czasie niczym obłąkana uśmiechałam się do kart Wielu demonów, jeżdżąc w te i wewte linią 152, przeklinając w myślach autora, bo przecież jak można napisać coś równie doskonałego. Odrobina niepewności towarzyszy mi do teraz, jednak moje zainteresowanie pilchową frazą jest mocno umotywowane przynajmniej dwoma czynnikami, jestem więc pewna swojego, nie wykluczam jednak, że literacka pułapka mogła odrobinę podsycić dopiero rodzący się ogień mojego zachwytu.

Wiślański pokaz przedpremierowy Filmu o Pilchu, który odbył się 2 marca, przeszedł bez większego echa. Podobno było tłumnie i nostalgicznie, media jednak nie rozpisywały się na ten temat. Krakowska premiera pojawiła się nagle, znikąd; moje zdziwienie, że taki film powstał, sporych było rozmiarów. Dokument traktujący o danej postaci jest praktycznie tak samo ważny, jak jej biografia, a gdzie tam obrazowi Lewandowskiego do publikacji Kubisiowskiej (oczywiście, pod kątem rozgłosu, oczekiwań, nadziei i tym podobnych) - kontrast rysuje się wyraźniej, kiedy uświadomimy sobie, iż oba dzieła powstawały w tym samym czasie. Z tą jednak różnicą, że Pilch w sensie ścisłym jest absolutnym nieporozumieniem, Film o Pilchu zaś materiałem mało odkrywczym, lecz jednak wartościowym. Czy potrzebny - trudne pytanie; nie dowiadujemy się z niego o Pilchu niczego istotnego, ani niczego, czego wcześniej byśmy nie wiedzieli. Dokument reżyserii Lewandowskiego, wyprodukowany przez producenta filmu Pod Mocnym Aniołem, Jacka Rzehaka oraz Krakowskie Biuro Festiwalowe, ma charakter czysto wspominkowy i opisowy - jest to zbiór wypowiedzi rodziny, przyjaciół, znajomych, współpracowników Jerzego na temat jego osoby; zbiór przeplatany kilkoma nagraniami głównego bohatera, urozmaicony archiwalnymi fotografiami, których część pojawiła się na łamach dwóch wcześniej wspomnianych publikacji. Nie do końca jestem usatysfakcjonowana, mimo pozytywnego wydźwięku dokumentu, pełnych szczerości wypowiedzi, i tej nuty nostalgii w głosie opowiadających o czasach, które nigdy nie powrócą. Mało tutaj suchych faktów, Film o Pilchu jest filmowym pomnikiem wybudowanym w hołdzie Jerzemu Pilchowi przez jego najbliższych. Wśród wypowiedzi przyjaciół ze studenckiej ławki - Mariana Stali i Bronisława Maja, matki pisarza - Wandy Pilch, Andrzeja Grabowskiego, Andrzeja Stasiuka, Krzysztofa Vargi i kilku innych znamienitych osób, słychać wielką sympatię i szacunek, którym wyżej wymienieni darzą Pilcha. Uznany twórca, wartościowy człowiek, kompan i najukochańszy syn - tak rysuje się Jerzy w słowach mówiących. Film o Pilchu jest przyjemnym zjawiskiem, filmem, który ogląda się z uśmiechem na ustach. Materiał wyjątkowy pod względem emocji, który wielbiciele pilchowej frazy obejrzą z czystej sympatii, dokument prawdopodobnie przełomowy dla tych, którzy Pilcha nie znają, albo nie darzą głębszym uczuciem - znajoma po obejrzeniu dokumentu stwierdziła, że czuje się zaintrygowana i przekonana do postaci Jerzego, mimo swojej długiej i upartej niechęci. Czyli? Potrzebny?

Porzucając temat Jerzego Pilcha jako marki, pragnę na koniec wyrazić swoje zadowolenie wywołane powstaniem tak wielu materiałów dotyczących tej wybitnej jednostki w ostatnim czasie. Mimo, że znany w kręgach literackich, dumnie reprezentujący polską literaturę, wciąż pozostaje anonimowy dla wielu, nawet tych, którym wszystko, co literackie, wcale nie jest obce. Kolejne publikacje mogą to zmienić. Dopóki nie jesteśmy Katarzyną Kubisiowską, i jeśli nie mówimy o Pilchu oraz o jego twórczości przez pryzmat alkoholizmu i parkinsonizmu - mówmy jak najwięcej. 

1 komentarze:

Paweł Pachla pisze...

Ładna recenzja filmowa Panno Karolino. A doszły mnie od Panny słuchy, że nie umie Panna pisać o filmach. Ktoś tu kłamał i nawet wiem kto. Bardzo ładny tekst!

Prześlij komentarz