11 kwietnia 2017

Niepewni Wybrani

Jakiż wdzięczny był losowi, że kiedykolwiek udało im się spotkać.
I chociaż nigdy ze sobą nie rozmawiali, spojrzeń też nie wymieniali, chyba że przypadkiem, czystym, się złożyło.
Wiedział, że jest w niej, i w nim, coś takiego, podobnego i trwałego, co połączyło ich na całe życie. Względne pojęcie.
I nawet jeśli mieliby się nigdy później już nie zobaczyć, wtedy gdy siedziała kątem odwrócona, zadarty nos, i lekko nieobecne spojrzenie wpatrzone gdzieś nie na niego, była taka chwila, kiedy w końcu się poczuł, uśmiech wlazł mu na wargi całkiem bezwiednie.
A to rzadkie, bo uśmiech to wartość najwyższa.
On wiedział, że ona zawsze będzie dla niego, może on nigdy dla niej.
Nerwowo stukała paznokciami w blat, za oknem było całkiem ciemno, przed nią styropianowy kubek, który ściskała tak mocno, jakby dawał jej bezpieczeństwo. Komu jeszcze ufała?
Nie byli sami, wokół garstka ludzi przypominająca tłum, niecierpliwie zerkająca na zegarki, wyszukująca na suficie pęknięć, których nie było.
Spoglądał intensywnie, nie musiał się kryć, ona jeśli zerkała w tę stronę, jakby przezroczystość widziała.
Kimże była, czymże była, dlaczego czuł.
Założył nogę na nogę, sms rozświetlił ekran telefonu. 
Świat z zewnątrz go dobiegał, on nie chciał.
Wzrok znowu uciekł w jej stronę, dłonią poprawiała włosy, chyba nie pragnęły współpracy. Nie było widać. Słuchała uważnie, on nic nie słyszał, nie pozwolił się poddać.
Brzydkie lampy dawały brzydkie światło. 
Wsparł ręką podbródek, ona dała mu wolność.
Myśl o błękitnym niebie i szarym obłoku.
-Żegnam Państwa, do zobaczenia za tydzień.

Zerwał się ze smyczy, już go nikt nie widział.
Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ją zostawił. 
(nieposiadane)



Brzydkie życie toczy się z tygodnia na tydzień.

0 komentarze:

Prześlij komentarz