01 września 2017

Dlaczego we wrześniu nie będę czytała Jerzego Pilcha

… no dobrze, będę.
Nie, jeszcze mi się nie znudziło. Nie opowiadałam Wam jeszcze (chociaż osoby, które gdzieś mnie tam śledzą w moich social mediach miały okazję się dowiedzieć) o moim fascynującym pomyśle postawienia sobie na półce wszystkich wydań Pilchowej twórczości, jakie tylko miały okazję ujrzeć światło dzienne. Zbieranina jak na razie idzie mi dość fantastycznie, cieszy nie tylko moje oczy, ale i serduszko - chociaż odnoszę pewne niesłabnące wrażenie, że na mój widok okoliczni antykwariusze wzdychają głośniej aniżeli powinni. Z jednym panem miałam przyjemność wymienić się numerami telefonu i regularnie dostaję szczegółowe sprawozdania z jego kolejnych prób zdobycia dla mnie białych kruków. Ale, ale, jest to historia na inny wieczór. Dzisiaj zapowiadam sobie Pilcha na wrzesień, ponieważ już 28 swoją premierę będzie miała druga część wywiadu-rzeki, który z Jerzym przeprowadza Ewelina Pietrowiak. Inne ochoty ukażą się nakładem Wydawnictwa Literackiego, a ja czekam niecierpliwie, bo Zawsze nie ma nigdy nie tylko mile mi się kojarzy (to był piękny marzec, piękny kwiecień, maj też był całkiem przyjemny), ale przede wszystkim stanowi kawał dobrej lektury. Liczę więc, że Inne ochoty wywołają we mnie podobne, pozytywne, emocje (nie śmiem wątpić).

… ponieważ Conrad Festival nadchodzi wielkimi krokami.
A ja sobie obiecałam, że tym razem do festiwalowych lektur dobiorę się nieco wcześniej, niż w ubiegłym roku, bo w ubiegłym roku biegałam po Pałacu Czeczotki z harmonogramem wywiadów w jednej ręce i z Próbą Eleanor Catton w drugiej, i kiedy mogłam, to podczytywałam, ale frajda była z tego dość średnia. Dlatego też w tym roku startuję wcześniej, i na pierwszy Conradowy rzut idzie Agneta Pleijel ze swoją Wróżbą, której lekturę planowałam już od jakiegoś czasu oraz Dorota Masłowska - z jej literackim dorobkiem nie zawsze było mi po drodze, przyszedł czas, by odpokutować winy.

… bo przecież kto, jak nie Fiodor.
Mojej namiętnej miłości do prozy Dostojewskiego nadano na Gołębiej status legendy, a wszystko przez zajęcia z literatury XIX-wiecznej i mój ośli upór do załatwiania każdej sprawy jego twórczością, do wciskania jego nazwiska gdzie tylko się dało, i w końcu, do interpretowania postaci Piotra Stiepanowicza Wierchowieńskiego, bohatera Biesów, w kontekście filozofii Kanta, która to interpretacja prawie zabiła mój wewnętrzny spokój. Ale, niczego nie żałuję. Dostojewski jest jednym z moich klasyków, w związku z czym niezwykle cieszą mnie kolejne wznowienia jego dzieł. Już pod koniec września, dzięki wydawnictwu MG, będziemy mieli okazję odświeżyć sobie jedno z największych dzieł Dostojewskiego, Wspomnienia z domu umarłych, które w najnowszym przekładzie będzie nosiło tytuł Wspomnienia z martwego domu. Początkowo właśnie na tej powieści miała opierać się moja praca roczna, no ale jednak, słabość do cudaka Wierchowieńskiego zwyciężyła.

… gdyż istnieją zaległości, stosy, o które się potykam, wiadomo.
Dlatego wszystko, co do mnie woła: przeczytaj mnie, przeczytaj! zostawiłam w Rabce. Żebym nie musiała patrzeć na te ponad dwadzieścia pozycji, które chcą być przeczytane, które ja bardzo bardzo chcę przeczytać, ale wyjątkowo mi to nie idzie, bo jakoś nie, i tak z żalem na siebie spoglądamy, ja i te sterty słów w pięknych okładkach. I mam teraz chwilkę oddechu, chociaż myśli nawiedzają mnie straszne, wyrzuty sumienia uspokoić jest ciężko, ale cóż, dobytek zostanie przywieziony z wilegiatury już w przyszłym tygodniu, i znowu sobie będziemy chlipać, że czasu mało, że teraz tego nie chcę, że jestem taka zła, bo kupuję, a nie czytam. Ale pytanie, któż tak nie robi? Wśród tych moich stert piętrzy się między innymi drugi tom Mojej Walki Knausgårda, którego ja przecież tak wybitnie lubię, ale usiąść razem nam ciężko, jak już siądziemy, będzie zapewne fenomenalnie (kwestię pozostałych części oraz całego cyklu Cztery pory roku, pozwólcie, przemilczę). Jest i Po trochu Weroniki Gogoli, któremu przyczepiono łatkę doskonałego debiutu, a ja lubię debiuty (z tego miejsca nostalgicznie kłaniam się Weronice Murek, która wie, jak bardzo cenię sobie jej Miczurina i spółkę). Kilka cudowności do recenzji (deadline’y spędzają sen z powiek, zaczęłam dzięki nim pijać czarną kawę, która jest czarna jak moje myśli, na samo ich wspomnienie). A, tak, są i Dzienniki Gombro, które sobie nieśmiało podczytuję, jest i kilka Rothów, a z resztą, czego tam nie ma. O, wiem. Nie ma Wiedeńskiego high life’u Jakobe Mansztajna, nigdzie nie mogę go dorwać, ma ktoś ochotę odsprzedać swój egzemplarz? Zapłacę podwójnie.

Ach, w ostatnim akapicie zapomniałam o x powieściach i felietonach Pilcha, ale może to i dobrze.
A jaki będzie Wasz wrzesień?

3 komentarze:

Natalia Stasiowska pisze...

Karola, miałam otwartą zakładkę z Twoim wpisem od rana, by po pracy się podelektować, a tu na dodatek otrzymałam od Ciebie takie super wypasione komentarze (na które odpiszę jak najszybciej, obiecuję, choć jestem w tym kiepska)!
Powiedz Ty mi, od czego powinnam zacząć swoją znajomość z twórczością Pilcha? Bo mnie niesamowicie intryguje, a wszystko dzięki Twojej fascynacji, oczywiście. I Dostojewski, ach, te wydania są przepiękne - oglądam je sobie regularnie w tej swojej księgarni i rozmyślam, jak super byłoby w ramach premii dostawać wybraną książkę zamiast jakiegoś tam piniądza.
A mój wrzesień rozpoczęłam z "Rudowłosą", a dalszych planów brak, bo książki zawsze wybieram spontanicznie - choć obecnie usiłuję uporać się ze starociami w swej biblioteczce, wyczytać je i ewentualnie posprzedawać, by zrobić miejsce nowym cudeńkom. Wczesnojesiennym prezentem ode mnie dla mnie jest za to pierwsza księga Muminków. Jestem oczarowana po lekturze "Opowiadań (...)", więc dalej nie chciałam czytać ich pokątnie w pracy, tylko własne, własne, własne! (Jestem straszną książkową materialistką)

Ściskam Cię, Karo! ❤️

Suza pisze...

No, no, ambitne postanowienie, powodzenia! Czyli "Wspomnienia z martwego domu" doczekały się nowego wydania. Od dawna myślałam o tej książce, więc może dzięki temu wreszcie się zmobilizuję.

Karolina Kurando pisze...

Natalia zależy, czy masz ochotę na prozę czy felietonistykę. Jeśli proza, to moje ukochane "Wiele demonów". Wielu uważa tę powieść za dość nużącą, ja jednak twierdzę, że jest to kawał naprawdę dobrej literatury. Mam wrażenie, że Ci się spodoba ;). Jeśli felietony, to "Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym", warszawskie felietony Pilcha mają moc. Jeśli będziesz miała ochotę przełamać swój książkowy materializm, który totalnie rozumiem, bo sama go uprawiam, chętnie obie książki Ci pożyczę!
Co do "Rudowłosej" - jak Ci się podoba? Mam na nią ochotę, w końcu muszę się dobrać do twórczości Pamuka.
Zauważyłam wśród swoich znajomych ogromny boom na Muminki, totalnie nie mam pojęcia o co chodzi!

Buziaki!


Suza polecam, polecam mocno! :)

Prześlij komentarz