10 listopada 2017

„Niepokój dobrze określa rzeczywistość, w której żyjemy.” – rozmowa z Anną Cieplak

„Literatura może podsuwać pewne problemy, może dawać poczucie sprawczości, może myśleć o sobie w kategoriach interwencji, tak jak ja myślałam o Ma być czysto w kategoriach interwencji w rzeczywistość. Ale rzeczywistość się nie zmieni, jeśli nie będzie jakiegoś echa z zewnątrz”. Z Anną Cieplak, tegoroczną laureatką Nagrody Conrada, rozmawiałyśmy w pofestiwalowy, poniedziałkowy poranek, kilkanaście godzin po ogłoszeniu werdyktu.

Podczas wczorajszej Gali Conrada odbywającej się w krakowskim Centrum Kongresowym ICE została wręczona nagroda za najlepszy debiut literacki wydany w minionym roku. Tegoroczną laureatką zostałaś ty, dzięki swojej powieści Ma być czysto. Z wielką radością ponownie ci gratuluję. Przypomnijmy – wyboru nominowanych do Nagrody Conrada dokonuje kapituła, jednak o tym, kto z nominowanej piątki zostanie zwycięzcą, decydują czytelnicy w drodze głosowania na stronie Festiwalu Conrada, w ramach którego nagroda jest przyznawana. Odbiór conradowej statuetki musi więc być podwójną radością, wybór laureata świadczy o uznaniu przez dwa środowiska. Nie jest to twoja pierwsza nagroda literacka, biorąc więc pod uwagę twoje doświadczenie, zapytam: czy taka nagroda może coś zmienić?

Na pewno może zaskoczyć (śmiech). Oczywiście czuję ogromną radość i wdzięczność za nominację, która jest dużym wyróżnieniem. Zdobycie nagrody za debiut to póki co dosyć abstrakcyjne doświadczenie. Szczególnie dla osoby, która na co dzień nie funkcjonowała w polu literatury. Jestem wzruszona faktem, że to właśnie czytelnicy wskazali Ma być czysto, że kogoś ta książka interesuje, że jest czytelna dla różnych grup społecznych. Chciałam opowiedzieć o sprawach, które są dla mnie strasznie ważne, ale i trudne. Kiedy zaczynałam pisać Ma być czysto nie podejrzewałam, że tematyka okołomłodzieżowa (mimo, że nie jest to książka wyłącznie o młodzieży) może wzbudzić czyjeś zainteresowanie czy empatię. Starałam się pisać w taki sposób, aby nie szokować, tylko uczciwie opowiedzieć o pewnych rzeczach. Nagroda jest dla mnie pozytywną informacją od czytelników, że oni zechcieli wejść do opisanego przeze mnie świata, że stał się on dla nich interesujący, że w pewien sposób poczuli związek z bohaterami. 

Czy taka nagroda wywiera presję? W tym momencie nieszczególnie cię ten temat dotyczy, ponieważ napisałaś drugą książkę przed otrzymaniem zarówno Nagrody Gombrowicza, jak i Nagrody Conrada, lecz przypuszczam, że masz jeszcze kilka historii do opowiedzenia.

Skłamałabym mówiąc, że nie, bo jeśli otrzymujesz komunikat zewnętrzny, że to, co robisz, jest w porządku - co wcześniej zupełnie nie wpadłoby ci do głowy – to siłą rzeczy orientujesz się, że nagle po pochwałach pojawi się krytyka. Widzę to po reakcjach na Ma być czysto, o której wcześniej mówiło się dobrze lub wcale, a teraz – między innymi przez większą popularność i to, że informacja o niej dotarła do szerszego odbiorcy – zaczyna być krytykowana. Nie miałam jednak wiele czasu aby zastanowić się nad tym, że istnieje taka presja, bo tak jak mówisz, kolejna książka – Lata powyżej zera – dostała zgodę na wydanie zanim w ogóle zaczęły się pojawiać wszelkie nominacje. Pisałam ją bez ciążącej nade mną presji, nie robiłam tego w pośpiechu. Ukazała się dzień po otrzymaniu Nagrody Gombrowicza. Dopiero wtedy poczułam niepokój, bo po takich nagrodach oczekuje się od autorów więcej. Uznałam jednak, ponownie, że kieruję się przede wszystkim tematem i potrzebą podzielenia się opowieścią, bo to, co chcę przedstawić, jest dla mnie na tyle istotne, że trudno, nawet jeśli zostanie negatywnie ocenione, to mam świadomość, że tworzyłam w zgodzie z samą sobą. Nie mam potrzeby bycia najlepszą, nie każdemu przecież musi podobać się mój styl czy podejmowane w książkach wątki. Sama możliwość spotkania się z innymi ludźmi, rozmawiania z nimi o treści książek, jest interesująca. Wtedy cała presja zanika, zapominam o niej.

Są rzeczy, o których w książce nie piszesz wprost. Wspomniałaś o tym podczas wczorajszej przemowy towarzyszącej odbieraniu nagrody. Doskonale wpisałaś się w hasło tegorocznej edycji Festiwalu Conrada, twoja wypowiedź pełna była niepokoju.

Nie tylko ja jestem pełna niepokoju. Nawet na poziomie odległego tła wydarzeń Ma być czysto możemy dostrzec, jak wiele się zmieniło, i to w negatywny sposób. Sama reforma edukacji, która przyszła znienacka, sprawiła, że rola młodych ludzi – nazywanych umownie „gimbazą” – stała się instrumentalna. Wdrażając reformę skupiono się na strukturalnej odsłonie tego, w jaki sposób „pokroić” placówki oświatowe. Podmiotowość młodych ludzi nie była tak ważna. Odbieram to jako ogromną ignorancję i zlekceważenie głosów wielu nauczycieli czy środowisk pedagogicznych. Odczuwam nie tylko niepokój, ale i złość patrząc na działania polityczne skierowane przeciwko przyrodzie, systemowi sprawiedliwości, obserwując w jaką stroną zmierza (czy też dryfuje) Europa i świat, patrząc na wyniki wyborów, widząc jak traktuje się słabszych. Wydaje mi się, że na wydarzeniach takich jak Festiwal Conrada, gdzie hasło absolutnie nie jest przypadkowe, trzeba o tym mówić. Niepokój dobrze określa rzeczywistość, w której żyjemy. Dzisiaj czyta się Conrada inaczej niż kiedyś. 

Ten niepokój odczuwamy również obserwując bohaterów twojej powieści. Kiedyś o młodzieży pisała Małgorzata Musierowicz, potem robiła to Ewa Nowak. Tworzyły przekroje, obrazy współczesnej im młodzieży. Ty przejęłaś pałeczkę, zajęłaś się rocznikami 2000 plus, które znacznie różnią się od swoich rówieśników żyjących w poprzednich dekadach. Co jest tak fascynującego we współczesnej młodzieży, że poświęciłaś im całą książkę?

Wszystko! To nie jest książka o uniwersalnej, szeroko nazwanej młodzieży, czy też „gimbazie”, chociaż blurb mówi, że tak jest. Ale blurby są po to, aby nieco uprościć, żeby czytelnik wiedział, o czym mniej więcej jest powieść. Ja natomiast opisałam szczególną grupę, a właściwie osobę. Oliwię, jedną z dwóch bohaterek, które stworzyłam, aby zestawić i pokazać pewne różnice, które mogą się pojawiać w życiu nastolatków w Polsce.

Dwa różne, zupełnie odmienne światy, które jednak mają jakieś wspólne cechy.

Tak, dokładnie. Różnice są nie tylko ekonomiczne, jest to też kwestia wychowania, kapitału kulturowego, który młodzi wynoszą z domu. Jednocześnie wydaje mi się, że istnieje wiele punktów stycznych nawet w tych bardzo odległych światach. Na pewno tym punktem wiążącym jest przestrzeń sieci, i nawet nie to, w jakiego rodzaju relacje młodzież wchodzi, ale jak te relacje wyglądają na zewnątrz. Na poziomie budowania więzi, zawiązywania przyjaźni, bardzo wiele się nie zmieniło. Zmienił się sposób wyrażania, szybkość interakcji jest inna. Oliwia i Julka są w bardzo trudnym wieku. Fabuła Ma być czysto łapie ich życie na czas kilku miesięcy trwania akcji powieści. W tym momencie nie da się zbudować jakichś głębokich przemian, chociażby w osobowościach. Akcja postępuje bardzo szybko, lecz dzięki temu mogłam ukazać pewne problemy, których nie dostrzegamy, bo właśnie, dzieją się nagle. Dla dziewczyn takie małe sytuacje codzienne – jak otagowanie na zdjęciu, czy to, że ktoś kogoś nie zaprosił do znajomych – są dużym wydarzeniem, i ja nie piszę o tym, jako o czymś zabawnym, śmiesznym, wręcz przeciwnie – staram się pokazać, że jest to dla nich niezwykle istotne. Opisuję to bardziej antropologicznie niż pedagogicznie, one są autentyczne w swoich zachowaniach. Nie należy się z nich śmiać, warto jest dostrzec w tym jakąś potrzebę nawiązania relacji z otoczeniem. Młodzież chce być zauważana. Są strasznie samotni, niezależnie od tego, czy pochodzą z domu, gdzie są jakieś problemy, czy tego, gdzie rodzice są zabiegani do tego stopnia, że przewożą swoje dzieci z jednych zajęć na kolejne, działając jakby na autopilocie. Istnieją różne środowiska wychowawcze, ale na pewno wiąże je jakiś rodzaj odizolowania, samotności. Myślę, że jest ona wielopoziomowa. Samotność nastolatka współczesnego jest też zupełnie inna niż samotność tego, który, powiedzmy, żył siedemnaście lat wcześniej. Na tym poziomie można dostrzec pewne przemiany. Natomiast mnie też interesowała młodzież przez sam język. Gdy zaczynałam pisać książkę, to moja motywacja, jak wspominałam, była zorientowana na pewien problem, chciałam opowiedzieć o dziewczynach, które trafiają do ośrodków wychowawczych w wyniku niesprawiedliwych decyzji instytucji, w wyniku braku wsparcia ze strony ich otoczenia. Chciałam pokazać jak to, gdzie się urodzimy, wpływa na nasz los, że istnieją pewne różnice klasowe, które decydują o tym, że jest nam w życiu o wiele trudniej. Ale w momencie, gdy już książkę pisałam, okazało się, że interesujący sam w sobie jest język. Wcześniej nie myślałam o tym, że chcę napisać powieść, w której uda mi się to wychwycić. Kiedy jednak już ją pisałam, okazało się, że zrozumienie ich języka jest kluczem do zrozumienia ich samych; okazało się, że sposób, w jaki oni się komunikują, mocno ich określa. Próba zestawienia ich codziennych rozmów bezpośrednich, tego, w jaki sposób komunikują się między sobą w sieci, umożliwia ich lepsze poznanie. Używają hasztagów, lajków, specyficznego, skrótowego języka - to jest ich kod, który jest niezwykle istotny.

Na co dzień pracujesz z nastolatkami. Dzięki nim podchwyciłaś ten język?

Tak, tak. Podsłuchiwałam, ale też, jak większość współczesnych dorosłych (śmiech) funkcjonuję gdzieś tam w sieci, więc siłą rzeczy widzę jak młodzież się ze sobą komunikuje. W sumie nie tylko młodzież, bo osoby dorosłe mają tendencję do różnej natury wynurzeń w sieci, więc w tym aspekcie są bardzo zbliżeni z nastolatkami. Ale przede wszystkim pracuję z młodzieżą od 2009 roku, i miałam wiele okazji, aby spędzać z nimi czas, rozmawiać. Ma być czysto nie jest historią jeden do jeden. Wymyśliłam tę treść, to jednak jest proza, nie reportaż. Wiem, że młodzież, z którą pracuję, zdaje sobie sprawę, że to napisałam. Część z nich czytała książkę. Być może nie jest ona dla nich wyjątkowo ważna, mają jednak poczucie, że to, co zostało opisane, jest „zwyczajne”. Więc dla mnie jest to taki wystarczający gwarant, że nie przesadziłam w którąś stronę, że nie nadużyłam, nie stylizowałam tego języka. Zależało mi na jego dość bezpośrednim odwzorowaniu. Chciałam moim bohaterom umożliwić bycie sobą. Gdybym miała stylizować w Ma być czysto, ta książka by się nie udała. Byłaby jedną z kolejnych powieści, które mają szokować, które są jak nagłówki z gazet: Krwiożercze nastolatki pobiły koleżankę, tak przykładowo. Ale te nagłówki nie mówią o tym, co działo się przed samym zdarzeniem, z czego ono wynikło, jak to naprawdę wyglądało, co na to wpłynęło, co wydarzyło się później… One bazują na jednym zdarzeniu. W książce takim zdarzeniem jest drobna kradzież, której nie dokonują dziewczyny. Mimo swojej niewinności jedna z nich trafia do ośrodka wychowawczego. Wpływa no to jednak o wiele więcej rzeczy. Widać jednak, że nie otrzymała niemal żadnego wsparcia od otoczenia. Stereotypowo myślimy, że skoro nie chodzi do szkoły, to jest typową bad girl, która w swoim życiu niczego nie osiągnie, jest napiętnowana. Nikt jednak nie zapytał, dlaczego do tej szkoły nie chodzi. Nie chodzi, bo zajmuje się swoim młodszym rodzeństwem, ma na głowie cały dom. Życie Julii, drugiej bohaterki, która powierzchownie ma o wiele łatwiej, też jest pełne odcieni szarości. Od małego jest łącznikiem pomiędzy rodzicami, którzy traktują ją czasami jak narzędzie do realizowania własnych aspiracji. W jej przypadku jest to tragiczne, odbierające jej podmiotowość. Oliwia spotyka się z całkowitym brakiem zainteresowania ze strony rodziców, Julka zaś cierpi z powodu nadmiaru zainteresowania zewnętrznego. Rodzice ją kochają, i chcą dla niej jak najlepiej, lecz realizują swoje uczucia w sposób, który ją krzywdzi. Ona jest zaabsorbowana innego rodzaju życiem, nie ma czasu ani ochoty, by sprostać różnego typu oczekiwaniom. Ona, podobnie jak Oliwia, czuje się w jakimś stopniu osamotniona, nie ma wewnętrznego poczucia, że jest ważna, wartościowa. Musi swojej wartości szukać gdzieś na zewnątrz - tę wartość podbijają kolejne lajki, będące jakimś rodzajem zainteresowania, bo świadczą one o tym, że dobrze wygląda; czy jeśli pojawi się na jakiejś imprezie, przez co punktuje towarzysko. Ona te oceny uwewnętrznia, stają się dla niej ważne, ale przywiązuje do nich tak wielką wagę, ponieważ nie otrzymuje akceptacji gdzieś indziej.

W pewnym stopniu odpowiedziałaś już na moje następne pytanie, ponieważ dotyczy ono właśnie mediów społecznościowych. Wrzucanie kolejnych zdjęć, czy to na facebooka, instagram, czy każdy inny portal, jest niewątpliwie aktem ekshibicjonizmu. Czy to staranne relacjonowanie swojego życia ma na celu wzbudzenie uwagi wokół własnej osoby, czym młodzi odbijają sobie brak zainteresowania ze strony rodziców? Szukają atencji u innych użytkowników internetu, ponieważ ich kontakt z matką czy ojcem jest burzliwy, trudny?

Wydaje mi się, że rodzice często nie wiedzą, co ich dzieci robią w sieci. Roczniki 2000 plus są zanurzone w niej od urodzenia. Wielu młodych ludzi codziennie dodaje selfie. Musi to w jakiś sposób na nich wpływać, bo w chwili, gdy codziennie wystawiasz na publiczną ocenę swoją twarz, ciało, robisz to po coś, jakoś to na ciebie oddziałuje. Z jednej strony wystawiasz się na ocenę, oczekujesz akceptacji, lecz jeśli otrzymujesz negatywny komunikat zwrotny, siłą rzeczy zaczynasz myśleć, że coś jest nie w porządku. Mam jednak poczucie, że o nastolatkach mówi się często zbyt histerycznym tonem. Łatwiej, swobodniej przychodzi nam infantylizowanie ich kolejnych zachowań. Dodają te zdjęcia, bo są „nieświadomi zagrożeń” czy próżni. A przecież oni też – poza wszystkim innym – są oswojeni z nowymi mediami, nie pamiętają czasu kiedy ich nie było. Nie jestem w stanie tego jednoznacznie ocenić, i podejrzewam, że wszystko zależy od tego, kto ma jaką wrażliwość; każdy będzie inaczej odbierał reakcje w sieci. Są osoby, po których wszelki hejt spływa, znam wielu publicystów, którzy wręcz uwielbiają się kłócić w sieci. Znam też osoby, które nigdy nie wypowiadają się w takich miejscach, bo wiedzą, że to nie jest im do niczego potrzebne, nie mają tego typu temperamentu sieciowego, żeby móc wchodzić w internetowe przepychanki. Sieć pozwala na wiele rzeczy, i każdy korzysta z niej tak jak chce. Albo tak jak się przyzwyczaił.

W Ma być czysto mamy do czynienia z wieloma bohaterami, zarówno młodzieżą, jak i dorosłymi. Jednak na pierwszy plan wybija się trójka z nich – dziewczynki, Oliwka i Julka, o których cały czas rozmawiamy, a także Magda, która jest macochą jednej z nich. Ona jest dość specyficzną, nieoczywistą postacią – przede wszystkim tkwi w pewnego rodzaju zawieszeniu pomiędzy byciem nastolatką, a dorosłością. Jest sporo młodsza od ojca Julki. Mężczyźni gdzieś się tam w tle powieści przewijają, lecz jednak mocno skupiasz się na postaciach kobiecych. Dlaczego? Kobietom dorasta się trudniej?

Nie wiem czy kobietom, dziewczynom dorasta się trudniej, tak bym nie powiedziała. Wydaje mi się, że teraz chłopcy również są w trudnym położeniu. Widzę, że są bardzo pogubieni. Dawid, nazywany Chomikiem, który pojawia się w mojej książce, jest bohaterem, który stara się pomóc Oliwii, jest dla niej wyrozumiały, empatyczny. To nie pasuje do wizerunku macho. Widać, że zmaga się ze sobą, nie chce wpadać w złe towarzystwo, ale ciągle jest w rozkroku, bo czuje presje otoczenia. Wracając do twojego pytania, wrzucenie Magdy było dla mnie strasznie ważne. Ona w sumie nawet nie jest macochą, jest nie-macochą, jest formalnym nikim. Nie jest w związku małżeńskim z mężczyzną, który wychowuje Julkę. Wydawało mi się, że jest ważne, żeby w literaturze pokazać niejednoznaczność tej postaci. Zazwyczaj nawet gdy odnosimy się do bajek, macocha ukazywana jest jako ta zła, która pastwi się nad pasierbicą. Magdę chciałam przedstawić z trochę innej strony. Wprowadzenie jej umożliwiło mi też pokazanie, że czasami można wchodzić w role niejednoznaczne, nie tylko w rodzinie, ale też w szerszym otoczeniu, i że Magda nawet przez fakt swojego wieku jest w stanie zrozumieć Julię i Oliwię inaczej, też dlatego, że nie jest rodzicem, patrzy inaczej na ich zachowanie, ma do tego wszystkiego większy dystans, ale też, paradoksalnie, interesuje się nimi bardziej. Jest skupiona na emocjach dziewczynek, na tym, co przeżywają na co dzień, jest zorientowana na to, co jest tu i teraz. Ona nie ma projektu na ich przyszłość, nie myśli o tym, jakie nastolatki mają być za jakiś czas, jest skupiona, aby w danym momencie czuły się dobrze. Magda jest bohaterką dnia bieżącego. Takich bohaterów czasami brakuje. Projektujemy sobie dzieci, mamy wobec nich różnego rodzaju plany, i wszyscy zapominamy o nich na co dzień. Magda miała być tutaj takim lustrem dla tych nastolatek, którym i tak nigdy nie będzie, bo one się w niej nie przejrzą. Jest w innym wieku, nie są w stanie zaufać jej nawet wtedy, kiedy mówi im, że są fajne, ładne i mądre.

Magda jest bardzo rozbieżna, ani nie jest dla Julki autorytetem, ponieważ nie jest w wieku jej rodziców, ani nie jest też dla niej kumpelą, ponieważ jest partnerką jej ojca.

Tak, dokładnie, znajduje się gdzieś pomiędzy. I też sama Julka traktuje ją różnie - nie powie jej wszystkiego, ale są momenty, kiedy jest w stanie się jej zwierzyć.

Julka jest z nią bliżej niż ze swoją matką.

W Ma być czysto piszę też o nowych modelach rodziny, które tak naprawdę nie są nowe, ale raczej niechętnie o nich mówimy, staramy się ich unikać. Często je stygmatyzujemy, przykładowo, jeśli ktoś weźmie rozwód, to nie może mieć kolejnego życia. Albo jeśli dochodzi do rozbicia rodziny, to potem nic innego, dobrego, nie może się wydarzyć, same tragedie czy jakaś sieć negatywnych skutków tego typu wydarzeń. A przecież ludzie żyją różnie. Można to zaobserwować i na przykładzie domu Julki, i na przykładzie domu Oliwki. U Oliwii jest tak, że mama pracuje za granicą, ona wychowuje się sama z rodzeństwem pod okiem ojczyma. W przypadku takich grup społecznych, nazwijmy to z klasy ludowej, takie sytuacje są bardziej stygmatyzowane. W książce nawet pojawia się taka scena, kiedy Magda przychodzi do ojczyma Oliwii, i mówi o sobie, że ma partnera. On zaś odpowiada, że ma konkubinę. To tak jak piszą w gazetach, przykładowo: celebryci mają partnerów, nie konkubentów. Więc nawet językowo różnimy się zależnie od tego, jakie mamy warunki życia.

Kto jest modelowym odbiorcą twojej książki?

Chciałam napisać książkę prostą, czytelną, taką, która umożliwia odbiór na kilku różnych poziomach – niezależnie od tego, kto ją weźmie, zawsze może z niej coś wyciągnąć. Nie profilowałam jej do żadnych konkretnych grup. Może gdzieś w tle mi majaczyło, ale to już po wydaniu, kiedy zaczęłam rozmawiać z różnymi osobami, że zależałoby mi na tym, żeby tę książkę mogli przeczytać nauczyciele. Zależało mi na ich opinii, żebym miała jakiś punkt odniesienia do tego, jaki oni mają obraz współczesnej młodzieży. Nawet reforma pokazuje, jak w szkołach niewiele jest miejsca na codzienną rozmowę z młodymi ludźmi. Byłam bardzo ciekawa jak to wygląda z perspektywy nauczycieli, czy oni dostrzegają tę ogromną niesprawiedliwość. Odbyłam z nimi bardzo dużo ciekawych rozmów, i okazuje się, że mamy płaszczyznę porozumienia z wieloma z nich. Też bardzo się cieszę, gdy nauczyciele zamawiają moje książki do bibliotek szkolnych, żeby i młodzież mogła je przeczytać, i oni sami. Bardzo cenię to powiązanie, że Ma być czysto może być czytane i przez młodych ludzi, i przez starszych. Nie widzę niczego negatywnego w czytaniu mojej książki przez młodzież, ani w tym, że mogłaby ona być nazywana książką młodzieżową. Książka dedykowana jest Dziewczynom, o których mówi się źle. O nich wszystkich mówi się źle. I o Magdzie, i o Oliwii, i o Julce. One są non stop poddawane ocenie.

No ale właśnie, cały czas mówisz o dziewczynach. Gdzie tu jest miejsce dla mężczyzn?

Funkcjonują w mojej książce trochę obok, nie odgrywają w powieści tak ważnych ról jak dziewczyny. Oliwka potrafi się postawić chłopakom, ale to nie oznacza, że wymyka się stereotypom i jest obojętna na „męskie spojrzenie”. Jedyną, która jednoznacznie z tego schematu się wymyka, jest Magda, bo Magda konstruuje siebie inaczej. Ma swoje zainteresowania, wrażliwość społeczną. Jest osobą dorosłą. Nie umożliwiłam moim nastoletnim bohaterkom jakiejś ogromnej emancypacji. To – wydaje mi się – robię w mojej nowej książce. Główna bohaterka Lat powyżej zera – Anita Szymborska – jest kimś zupełnie innym. Obserwujemy jej rozwój przez dziewięć lat, a nie kilka miesięcy. Nie tylko natężenie fabularne, ale  i sposób patrzenia na świat jest wtedy zupełnie inny. W przypadku Ma być czysto chciałam pokazać pewien codzienny tragizm ich położenia, miotanie się. Moje bohaterki zmagają się z samymi sobą bardzo mocno, i to nie odbywa się jedynie w obrębie ich własnej identyfikacji, ich własnych poszukiwań wewnętrznych, lecz również tych zewnętrznych, które określają męskie spojrzenia. Bohaterowie męscy, pojawiając się, często uosabiają opresję. Szczególnie Karol, który jawi się jako bohater, do którego dąży Julka, która chce z nim spędzać więcej czasu, chociaż jest on dla niej niebezpieczny. Ale też wydaje mi się, że nie poddałam go jednoznacznej ocenie. Uważam, że jego postawa jest negatywna, ale z czegoś się ona bierze, i zawsze kiedy o nim myślę, to myślę w taki sposób, aby najpierw przyjrzeć się motywom i całemu jego otoczeniu, aby dowiedzieć się, co takiego się stało, że on się zachowuje w taki, a nie inny sposób. To nie jest tak, że chłopcy, o których piszę, urodzili się z jakąś agresją, ta agresja musiała się w nich wykluwać, wzrastać, nie otrzymali czegoś z zewnątrz, i dlatego tacy są. Stają się powodem problemów dziewczyn, ale zarazem sami też nie są w łatwym położeniu. Dziewczyny mają o tyle gorzej, że szybciej obrywają w ramach konwenansu społecznego, płciowego, dziewczyny mogą mniej. Ich występki są oceniane o wiele szybciej przez system sądowniczy, przez pracowników socjalnych, szkołę. U chłopaków przebiega to nieco wolniej, ale ostatecznie ich sytuacja nie jest lepsza, bo to, że nie pójdą do ośrodka z powodu swojego zachowania, nie oznacza, że ich życie nie będzie nawet jeszcze gorsze za jakiś czas. Wspominałam już o Chomiku, który jest bohaterem pozytywnym, który dobrze rokuje, i mam nadzieję, że gdyby ta książka miała kontynuację albo działa się w równoległej rzeczywistości, Chomik byłby takim bohaterem, który może jeszcze wiele ciekawych rzeczy udowodnić swoją postawą. Wydaje mi się, że jego otoczenie rodzinne mu sprzyja, na tyle, że nie będzie musiał aż tak mocno skręcać w stronę, która będzie dla niego destrukcyjna.

Czyli pomimo tego niepokoju, który każdy z nas odczuwa, kiedy myśli o współczesnej młodzieży, nie musimy się o nich aż tak bardzo martwić? Może, wbrew naszym negatywnym oczekiwaniom, wszystko pójdzie w dobrą stronę?

Pójdzie to w dobrą stronę tylko wtedy, jeśli naprawdę będziemy nad tym pracować. Nic nie dzieje się przypadkowo, i wydaje mi się, że to, jak traktujemy młodych ludzi, wynika z zaniedbania, braku odpowiednich rozwiązań instytucjonalnych oraz zwyczajnej, ludzkiej empatii. Widzę nadzieję w codziennej pracy pedagogicznej. Literatura może podsuwać pewne problemy, może dawać poczucie sprawczości, może myśleć o sobie w kategoriach interwencji, tak jak ja myślałam o Ma być czysto w kategoriach interwencji w rzeczywistość. Ale rzeczywistość się nie zmieni, jeśli nie będzie jakiegoś echa z zewnątrz. Podczas Festiwalu Conrada rozmawialiśmy z innymi debiutantami o naszych książkach w trzeci dzień festiwalu, który opatrzony był hasłem nadzieja. Nie można mieć nadziei pozostając bezczynnym. Ona wymaga pracy, zmiany.

0 komentarze:

Prześlij komentarz