30 grudnia 2017

W życiu przede wszystkim chodzi o śmierć – W. Gogola, „Po trochu”

Dorosłość jest kłamstwem. Dorosłości nie ma. To tylko nazwa pewnego okresu w życiu człowieka, w którym tenże winien być mądrzejszy, bo doświadczony, a tak naprawdę jest doświadczony, ale głupszy, bo życie go takim zrobiło. Oszukuje się dzieci, wmawiając im, że jak dorosną, to zrozumieją. Że przestaną się bać. Bzdura. Człowiek nazywany dorosłym jest bardziej przerażony niż dziecko, które umyka przed własnym cieniem. I co rozumie, nic nie rozumie, przecież życia nie da się zrozumieć. Starzejemy się, skóra na naszych dłoniach zaczyna przypominać papier ścierny, zmarszczki wokół oczu tworzą korytarzyki, przez które przepływają łzy, pytanie czy te smutku czy radości, a może jedno oko jest od tych pierwszych, drugie od tych drugich, któż wie. Czysto biologiczny proces, który zajść musi, wymierzony wprost w to niewinne, wciąż oszukiwane dziecko, które w zużytym opakowaniu złożone zostanie w trumnie, bez wszystkich lęków i trosk, bo one do świata żywych należą, umarłym nie wolno ich mieć. Śmierć jest łatwiejsza od życia, trwa chwilę. A nawet najkrótsze życie trwa za długo, bo jak już się weźmie ten jeden oddech, to tak jakby połknąć zawartość tego nieszczęsnego puzderka Pandorowego, na wszystko już za późno.

Gogole umierają w okolicach pięćdziesiątki. Mężczyźni, bo kobiety nie mają tak łatwo, one muszą z życiem cackać się dużo dłużej, tak do siedemdziesiątki, osiemdziesiątki, a może nawet jeszcze dłużej, zależy jak bardzo niedobre były, im bardziej, tym dłuższa pokuta na tym łez padole. I jak już jakiemu Gogolowi postanowi się umrzeć, to pada on, na ziemię, bez tchu, bez wyrzutów sumienia, że inni za niego nim cierpieć będą. Jedni powiedzą: straszne, Gogole powiedzą: zbawienne. Taki zmarły to już się niczym przejmować nie musi, nie ma go, i już, jego nie ma, nie ma problemów, a jak nie ma problemów, to życia nie ma, i tak nam się ten okrąg ładnie domyka, jak wieko trumny przed ostatnią nieszczęśnika drogą. W życiu przede wszystkim chodzi o śmierć, to ona jest naszą wizytówką. Padanie na ziemię nie jest najlepszym rozwiązaniem, jest to jednak element towarzyszący śmierci bardzo efektowny, o tym się będzie mówiło. Jak odejść, to z klasą, jak trzasnąć drzwiami, to tak, żeby cała wieś słyszała. Kiedy ktoś z Gogoli umiera, to i w sąsiedniej słychać.

Na wsi śmierć sobie oswoili. Tam wszystko dzieje się powoli, z namysłem. Chyba że który z Gogoli pada, to wtedy jest raban, ale taki całkiem okiełznany, przez wielu spodziewany, to i trochę mniej gwałtowny. Śmierć na wsi funkcjonuje jako stały element życia, oczywisty i nieunikniony. O zmarłych mówi się tam ciągle, bo chociaż odeszli, wciąż traktowani są jak żywi. Póki o zmarłych się mówi, oni żyją, tak twierdzi Weronika Gogola, i wszystkie okoliczne wsie. Wszyscy bardzo chcielibyśmy uwierzyć, że zmarli wcale nie odchodzą, że po prostu są, ale ich nie ma. Tak jakby byli w delegacji. Takiej w zaświatach.

Po trochu to rozliczenie się autorki z traumą odchodzenia. Przemijanie jest kluczowym tematem, wokół którego Gogola krąży w swojej debiutanckiej, mocno autobiograficznej powieści, w której za pomocą głównej bohaterki, małej Weroniki, realizuje swoje alter ego. Mała Weronika nie tyle wciąż rozmyśla o życiu, co analizuje je poprzez kolejne historie członków swojej rodziny. Rodzina w Po trochu jest trzonem, z którego wyrastają kolejne wątki powieści. Międzyludzkie relacje, o których pisze Gogola, wydają się być nieskomplikowane dla dorosłego czytelnika, w oczach dziecka bywają trudne, co główna bohaterka przyjmuje z chłodnym spokojem. Weronika jest specyficznym dzieckiem, zwykłym-niezwykłym - ma problemy, według niej, bardzo dorosłe, rzutujące na jej przyszłość. Często duma nad swoim istnieniem, filozofuje. Jest dziewczynką inteligentną, ale wciąż, dziewczynką, nie-dorosłym, dzieckiem, które na swój własny sposób rozumie świat, i to właśnie ona go nam objaśnia. Jej bycie na tym świecie jest niezmącone doświadczeniem, dlatego też w klarowny, dziewiczy sposób jest w stanie opowiedzieć nam o życiu, życiu takim, jakim naprawdę ono jest. Niewygodnym i brudnym, ale jeśli są w nim cukierki, to da się wytrzymać.

Motyw śmierci rysuje się wyraźnie poprzez skontrastowanie go z drugim zagadnieniem osadzonym w Po trochu - dzieciństwem. Dzieciństwo dla każdego z nas jest wyjątkowym okresem w życiu, do którego nieustannie wracamy, kiedy chcemy odnaleźć poczucie własnej tożsamości. To dzieciństwo w dużej mierze definiuje nas jako ludzi. Wtedy kształtujemy siebie, wtedy inni kształtują nas. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, stanowią szkielet, wokół którego, wraz ze zdobytymi doświadczeniami, budujemy siebie. Gogola swoją powieścią składa hołd dzieciństwu. I chociaż w Po trochu wyraźna jest nostalgia i tęsknota za czasami, kiedy wszystko było proste, naturalne, bezpieczne, autorka nie kryje przed nami, że dzieciństwo nie jest jedynie pełnym zabawy okresem frywolności. Dzieciństwo jest także okresem trudnym, pełnym rzutujących na przyszłość niebezpieczeństw, które zdefiniują nas w przyszłości. Które być może zadecydują także o naszej śmierci.

Dużo się w Po trochu pisze o zwierzętach. Nie występują one w roli towarzyszów zabaw, lecz w roli zabawek, w zabawach często okrutnych, lekkomyślnych i szokujących (jest to jedyne szokowanie, które w Po trochu Gogola uprawia), nie są to sielskie zabawy w rzucanie piłeczki czy kłębka włóczki przed kominkiem przy kubku gorącego kakao. Nadmuchiwanie żab jest efektem nudy dzieciaków ze wsi, znudzonych łażeniem po mokradłach i wiejącej nudą szosie. Na wsi zabawa w oprawcę jest zawsze na czasie, żabki tak przyjemnie puchną, chyba ich to nie boli, na pewno nie, przecież to żabki, kum kum. Zwierzęcość prezentowana jest jako kategoria słabości, to co dzikie, jest w nas ułomne, bo pierwotne, często nie do okiełznania. Tego boimy się najbardziej, że stracimy kontrolę, nad sobą samym, nad innymi, nad życiem, ale śmierć nas wyręczy.

Prócz krzywdzenia zwierzątek dzieciaki mają również inne rozrywki - lubią chociażby bawić się w chrzest czy komunię świętą. Kiedy nie udzielają ostatniego namaszczenia swym kolegom zza płotu, znajdują za kanapą gromadę martwych motyli. Na każdym kroku spotykają się ze śmiercią, która dla dzieci powinna być abstrakcją. A Weronika lubi myśleć o śmierci. Z rozrzewnieniem wspomina pogrzeby, w których uczestniczyła. Fascynacja śmiercią, nawet, a może zwłaszcza, w wieku dziecięcym, nie jest niemożliwym. Po trochu jest przesiąknięte ostatecznością, nadchodzącym końcem. Gogola podzieliła tę powieść na dwanaście rozdziałów, dwanaście godzin, każda kolejna zbliża nas do śmierci, czas upływa, piach się przesypuje, ten w klepsydrze, i ten pod stopami, co nas pochłonie, z prochu powstałeś w proch się obrócisz, czas się kończy. I w głowie mam tylko wyobrażenie małej Weroniki, która uparcie siedzi przy blacie, i znudzona, z uwagą wpatruje się w kolejne upadające ziarenka. Dziecko, na ciebie też przyjdzie kolej.

„Ważność” Po trochu obejmuje chyba jedynie tematykę powieści, kontrast dzieciństwo-umieranie, bo do autobiograficzności już wszyscy przywykliśmy, i nikomu się tym nie chce zachwycać i rozpamiętywać, a i styl Gogoli jest na tyle przeciętny, że to z pewnością nie on zaważył na dobrych recenzjach, które zasypały debiut Weroniki, bo Po trochu literacko jest mocno średnie, chyba że patrzymy z perspektywy stylizacji języka potocznego używanego na co dzień na wsi, który autorka odwzorowuje znakomicie, ale tutaj znowu wracamy do autobiograficzności, i nadal, nie ma się nad czym zachwycać. Gogola mnie nie ujęła, tak jak według innych powinna, acz rozumiem i akceptuję tę „ważność”, której sproblematyzowania się podjęłam. Zasłyszałam gdzieś, że obecnie panuje w literaturze moda na wieś i dzieciństwo. Nie wiem, może, ale ja bym prędzej powiedziała, że panuje wszechobecna moda na umieranie (Weronika Murek i jej Miczurin teraz spuszczają wzrok). Ale jeśli już, moda, wieś, dzieciństwo, to według mnie Gogola jest w swej powieści na tyle autentyczna, że nie zamierzam jej posądzać o próbę wtargnięcia na literacki catwalk. Zostawmy to w spokoju, debiut debiutem, zobaczymy, co będzie później, w kolejnej powieści Gogoli (proszę ponownie przeczytać wcześniejszy nawias). Może będzie wszystkiego po trochu, i śmierci, i dzieciństwa, i czegoś zupełnie nowego, może mniej nostalgicznego i refleksyjnego. Czekam.

1 komentarze:

Diana Górska pisze...

Kocham zwierzęta i od dziecka niosę im pomoc, więc nie wiem czy potrafiłabym znieść taką lekturę. Jednak wciąż w głowie mam Twój pierwszy akapit oraz piękną okładkę książki...

Prześlij komentarz