27 lipca 2019

Anuluj mi interakcję — M. July, „Pasujesz tu najlepiej”

Zastanawiam się, co jest bardziej fascynujące: same opowiadania Mirandy July wchodzące w skład tomu Pasujesz tu najlepiej, czy fakt, że stanowią one debiut prozatorski amerykańskiej autorki, wydany pierwotnie w 2007 roku. July jest artystką wielozadaniową, uprawia jednocześnie reżyserię, aktorstwo i (sceno)pisarstwo. Dlaczego fascynują mnie te opowiadania? Bo są przemyślane, wzorcowo uszyte i są głośnym krzykiem autorki. Dlaczego fascynuje mnie fakt takiego debiutu? Z dokładnie tych samych powodów — jest odważny, bardzo śmiały i bardzo, bardzo ważny. Mimo iż od jego wydania upłynęło już dwanaście lat, dopiero teraz nabiera pełnego oddechu i staje się naprawdę aktualny. Miranda uderza prosto z mostu, nie ma zahamowań, topi czytelnika w rzece absurdu; jej proza jest dzika i narowista. Po lekturze Pierwszego Bandziora (pierwszej full version powieści autorki z 2015 roku, która u nas ukazała się w roku ubiegłym) sądziłam, że to właśnie ten kawał totalnie odjechanej i szalenie inteligentnej prozy jest szczytem możliwości July. No nie, myliłam się. Opowiadania z Pasujesz tu najlepiej mają nad Bandziorem ogromną przewagę. Tematycznie i stylistycznie obie książki są bardzo podobne. Różnica tkwi w formie — Miranda jest niekoronowaną królową krótkiej formy, która wszechobecnemu absurdowi dodaje płomienia.

Siła krótkich form z Pasujesz tu najlepiej polega na tym, że każda z nich jest na tyle samowystarczalna, napisana tak zręcznie, że wystarczy przeczytanie jednego opowiadania, by poczuć satysfakcję, jakiegoś rodzaju spełnienie. To nie krótkie formy Lauren Groff z Florydy, które są najbardziej czytelne jako całość, czytane jedna po drugiej, uzupełniające się. Miranda też się dopełnia, tak, ale o Pasujesz tu najlepiej faktycznie możemy mówić jako o zbiorze, a może nawet lepiej — wyborze — opowiadań, zebranych z różnych zakamarków literackiej aktywności autorki, podczas gdy przykładowo taką Florydę odczytywać możemy bardziej jako pewien projekt całości, który został pomyślany jako opowiadania. Proza July jest sycąca — to są właśnie te opowiadania, które chce drukować „The New Yorker” (w którym zresztą Miranda była publikowana) — historie za krótkie na powieść, jak powieść wymagające i z góry zaplanowane jako mini forma, mająca funkcjonować jako samodzielny byt. To te opowiadania, o których pamięta się przez lata — że były, że przedrukowano w prasie, że nie wiadomo co się z nimi stało, czy ukazały się jako książka, ale to nie ważne, były — i są obecne w świadomości czytelnika, mimo upływu lat, a czas, jak już wiemy, wspiera twórczość Mirandy. 

Gdybym miała zastanowić się nad tym, o czym opowiadania z Pasujesz tu najlepiej są, wzruszyłabym ramionami, i po prostu odpowiedziałabym, że o życiu. Nikt tak drobiazgowo jak July nie przygląda się codziennym czynnościom, o których zapominamy, które wykonujemy mechanicznie, a przecież to one składają się na nasze życia. Rozmowa z sąsiadem, pomoc w szukaniu psa nieznajomego, nawiązywanie nowych przyjaźni, przeprowadzka, przyznanie się do tego, że czujemy — Miranda obserwuje rzeczywistość zaczynając od jej najniższych warstw, spraw tak błahych i przyziemnych, że aż czasami niesamowitych. Pasujesz tu najlepiej to także w pewnym sensie diagnoza współczesności, pełnej agresji, chłodnych uczuć, uciekania w karierę i ciągłego konkurowania o najfajniejsze życie. Pod bardzo grubą warstwą groteski kryją się historie smutne, czasami nawet rozpaczliwe. July w krzywym zwierciadle pokazuje czytelnikowi co powinno — a nie jest — być dla niego najważniejsze. Tracimy życie na wymyślaniu go.


Bohaterkami tych opowiadań są głównie kobiety, z kolei same opowieści przedstawiają przede wszystkim herstorie, jednak to nie na płci skupia się July, ale na człowieku (a jednocześnie jest to proza mocno feministyczna). Pasujesz tu najlepiej jest bardzo silnym głosem, który porusza kwestie LGBTQA, równej niewarunkowanej niczym miłości do drugiej osoby, ale właśnie, nie tylko miłości, bo uczuć July także nie poddaje kategoryzacji. Miranda poprzez swoje opowiadania edukuje — że granice tak naprawdę nie są nam potrzebne. I nigdy nie były. Te historie to opowieści o przekraczaniu nieświadomych (nieuświadomionych) barier, braku odwagi, lęku generowanego drugim człowiekiem, o nieporadności, ale i chęci do jej zwalczania. July jest bardzo nowoczesna w swoich tekstach, pisze o nowomęskości, wykazuje płynność relacji, burzy bariery, projektuje nowy model rodziny. Uświadamia, przede wszystkim uświadamia, bo sama jest świadoma: swoich tekstów, ich przekazu, swojej tożsamości, jej wpływu na pisanie. July w tych opowiadaniach jest także bardzo krytyczna wobec otaczającego ją świata. O tym, co wzniosłe, pisze przyziemnie, to, co przyziemne — uwzniośla. Odwraca role, burzy porządek świata. Jest autorką bardzo sprawną literacko, może sobie na wiele pozwolić.

July umiejętnie posługuje się kategorią groteski, za pomocą której uwypukla brudne małe tragedie bohaterów, zestawiając je z ich często absurdalnymi zachowaniami. Postaci w tych opowiadaniach są często jak Simy, którym gracz anulował interakcję —  całkowicie wybici z rzeczywistości, często z samych siebie, pragną uczestniczyć w świecie, lecz nie do końca wiedzą jak, i co powinni zrobić, aby stać się jego integralną częścią. Pasujesz tu najlepiej to jedne z najlepiej zrobionych, najbardziej interesujących, wymagających i inteligentnych krótkich form, jakie miałam przyjemność czytać — proza July to z jednej strony naprawdę dobra zabawa (muszę to napisać: opowiadanie Jego wysokość to tekst, który zapamiętam chyba do końca życia, wspaniała rzecz, absolutnie doskonała), w parze z krytycyzmem autorki idzie silna ironia i cynizm; z drugiej to szalenie przejmujące migawki z ludzkich codzienności, przepełnione niezrozumieniem i bezradnością. Zbyt aktualne.

0 komentarze:

Prześlij komentarz