18 kwietnia 2021

J. Słowińska, „Czarnolas”


Widzę dla Czarnolasu Jagi Słowińskiej dwie ścieżki interpretacyjne, problem jednak polega na tym, że każda z nich odsłania przed nami utwór, z którym w zasadzie nie wiadomo co zrobić, nie wiadomo gdzie i jak go ulokować, więcej: niejasny jest cel jego powstania. Słowińska napisała nieco rozbudowaną nowelę, która żywcem przypomina te pisane ponad sto lat temu przez Konopnicką (niedowiarkom proponuję lekturę Krysty chociażby, fabuła oczywiście znacznie inna, ale po lekturze Czarnolasu dziwnie znajoma), z tą jednak różnicą, że Słowińskiej do opowieści wkrada się oniryzm, elementy fantastyczne (które rozszerzają przestrzeń tworzonego przez autorkę uniwersum), mistycyzm, podczas gdy, jak wiemy, pozytywistyczne nowelistki i noweliści zawierzali głównie temu, co mogli zobaczyć i dotknąć, trwali więc w opisywaniu doświadczeń pozostających w obrębie skrajnie zwykłego ziemskiego żywota. Wracając; nie do końca więc wiem, czy autorka faktycznie zainspirowana pozytywistycznym vibe’m postanowiła dołożyć do polskiej nowelistyki coś od siebie i potraktowała temat zupełnie poważnie (pierwsza ścieżka), czy też postanowiła wykorzystać nieco przeformułowaną estetykę pozytywizmu i stworzyła pastę (druga ścieżka), co z początku wydało mi się dość wiarygodne, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Czarnolas wydała Korporacja Ha!art, która przecież jak nikt inny kocha się w tego typu klimatach, niejednoznacznych, a przede wszystkim po prostu, eksperymentalnych. Po namyślę jednak zaczynają kąsać mnie wątpliwości, czy aby znowu nie próbuję naddać utworowi znaczenia, odczytania, którego wcale w nim nie ma, po to jedynie, by wytłumaczyć pewne jego słabości, by na siłę wepchnąć w jakieś ramy, co pozwoliłoby mi zrozumieć intencję powstania tegoż.

Słowińska pisze o żalu i tęsknocie, o stracie i godzeniu się z odchodzeniem; tematy stare jak świat, wyświechtane, ale oczywiście w różnych kontekstach atrakcyjne, i co więcej, zawsze aktualne. Czytelny jest w Czarnolesie pewien dydaktyzm. Autorka przeciwstawia ludzkie słabości i namiętności potężnym siłom władczej natury. Wszystko to już gdzieś było. Trochę czuć w tej prozie wczesną Tokarczuk, Prawiek i inne czasy jakby się tutaj kłania, i nastrojem, i historią, i tym dziwnym, fascynującym lasem, który dla Słowińskiej jest centrum. Obawiam się, że coś, co chciałabym nazwać sprawnością literacką autorki, jest tak naprawdę wzorową sztuką odtwarzania i przejmowania języka cudzej literatury. Słowińska pisze ładnie, poprawnie, podręcznikowo wręcz, ale w swoim pisaniu zdaje się być niesamodzielna, jakby odtwarzała, nie tworzyła; czyli, może jednak, ta druga ścieżka.

Chyba że postanowią Państwo zawrócić.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza